piątek, 11 marca 2016

Jak dbać o odporność małego dziecka?

Popularne jest twierdzenie, że dzieci chorują nawet do 10 razy w roku. Przez pierwsze 3 lata życia mojego dziecka bardzo mnie to twierdzenie dziwiło - raz miał zapalenie oskrzeli i może ze dwa razy lekki katar.

Gorzej zaczęła się nasza przygoda z przedszkolem - w ciągu dwóch pierwszych miesięcy syn trzykrotnie miał zapalenie ucha, a w konsekwencji brał antybiotyk. Po trzecim razie laryngolog przepisał także doustną szczepionkę odpornościową, aby zapobiec nawracającym zapaleniom ucha.

Zastanawiałam się nad rezygnacją z przedszkola, ale nasza pani doktor uświadomiła mi, że takie trudne początki z przedszkolem przechodzi prawie każde dziecko, że jak nie przejdzie tego teraz, to zabawa zacznie się na nowo w kolejnym roku, a chorując - także buduje swoją odporność. Poleciła utrzymywać zdrową dietę i stosować naturalne metody wzmacniania odporności.
Wszystko to stosuję u syna od momentu rozszerzania diety.


Dieta

Udało mi się karmić piersią przez 11 miesięcy. Rozszerzając dietę syna, przez pierwsze 1,5 roku bardzo restrykcyjnie przestrzegałam zasad zdrowego odżywiania, szerokim łukiem omijając produkty wysoko przetworzone, zawierające sztuczne dodatki. Od 2 urodzin zdarzają nam się odstępstwa, małe 'grzeszki', ale nie są one częste. Jesienią i zimą szczególnie zwracam uwagę na to, aby w naszym codziennym menu w zwiększonej ilości występowały sfermentowane produkty mleczne (jogurt, kefir, maślanka), kiszonki (zjadane bezpośrednio lub w postaci zup), duże ilości warzyw i owoców, świeżo wyciskane soki. I nie mam tu na myśli serka typu Danio czy plastra pomidora do kanapki.

Mój syn do dzisiaj je dwa dania obiadowe, z których jedno to warzywna zupa (bez kostki rosołowej). Często jestem pytana o to, czy chce mi się tak gotować po dwa dania. A no chce mi się, bo taka zupa to porcja warzyw i zdrowy posiłek, robi się praktycznie sama (jedna na dwa dni) i nie muszę wymyślać nic innego - jeśli by jej nie było, to syn i tak musiałby zjeść coś treściwego pomiędzy śniadaniem a obiadem. Od września 5 dni w tygodniu synek stołuje się w przedszkolu, mam więc więcej 'wolnego' :-).


Owoce i warzywa moje dziecko je różne - jeśli czegoś nie lubi, przemycam to w zmiksowanej zupie - kremie. Niezbędne dla niego są jedynie jabłka - zjada 1 lub 2 sztuki, każdego dnia. Sam o nie woła i bywało tak, że musiałam je chować, bo zjadłby i kilka naraz :-).

Przetwory mleczne kupuję naturalne i sama dodaję do nich owoce. Od czasu przedszkola zdarzy się jakiś Actimel czy słodzony serek, jednak rzadko. Na szczęście menu w przedszkolu jest dostosowane do obecnie panujących norm i nie mam do niego zastrzeżeń (będzie o tym osobny wpis).

Kwasy omega i zdrowe tłuszcze
Wiadomo - ryby (zwłaszcza morskie) minimum dwa razy w tygodniu. Do tego różnorodne oleje - używamy rzepakowego, kokosowego, lnianego i oliwy na co dzień, a co jakiś czas także ryżowego,   z pestek dyni, z pestek winogron.

Imbir
Od jesieni do wiosny dodaję gruby plaster imbiru do herbaty lub po prostu zalewam wrzątkiem, a po ostudzeniu dodaję odrobinę miodu i cytryny.

Czystek
Zdrowotne właściwości czystka stały się bardzo popularne w ostatnim czasie - i my pijemy napar z niego.

Miód
Na stałe w naszej kuchni, przed zimą jednak robię zapasy miodu w dużych litrowych słoikach - z bezpiecznego źródła, od pszczelarza z okolic.

Czosnek
Przemycam w potrawach, a przy pierwszych objawach przeziębienia robię synowi jego ulubioną grzankę z pomidorem i pod nim ukrywam świeży czosnek.

Staram się unikać wspomagaczy z apteki, sztucznych suplementów w słodkich syropkach. Regularnie podaję synkowi witaminę D, zimą także witaminę C, a podczas zachorowań dodatkowo probiotyki. Wiem jednak, że odpowiednio zbilansowana dieta zapewni dziecku wszystkie niezbędne witaminy i minerały. Aby uświadomić sobie, czy stosujemy taką dietę, wystarczy przez kilka dni spisywać to, co zjadamy. W podsumowaniu okaże się, jakich produktów jemy za mało, a jakie zjadamy zbyt często czy też zupełnie niepotrzebnie. 

Spacery

Synek urodził się w listopadzie - od początku spędzaliśmy na dworze minimum 2 godziny dziennie, nie licząc kilku dni, gdy było poniżej -5 stopni Celsjusza, aczkolwiek i wtedy wychodziliśmy na chwilę. Tegoroczna zima była dla nas najgorsza pod względem spacerowym, co także wydaje mi się być powodem zachorowań. Po przedszkolu robiło się ciemno, synek też zaczął być bardziej świadomy tego, że lepiej pobawić się w ciepłym domu i po chwili na dworze wołał "mama, ja chce do domku". Chętnie i na dłużej wychodził tylko wtedy, gdy spadł śnieg. Na szczęście wracają słoneczne dni - znów ciągnie go 'na rowerek' i 'na piłkę'.

 

Ważne jest także nieprzegrzewanie dziecka, ubieranie go stosownie do pogody i utrzymywanie właściwej temperatury w domu - optymalna dla nas to 21 stopni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...