czwartek, 5 kwietnia 2018

Znieczulenie zęwnątrzoponowe przy porodzie

Szokuje mnie, jak wiele znanych mi kobiet nie korzysta z przysługującego im przy porodzie znieczulenia zewnątrzoponowego. Nie korzysta, bo o nim nie wiedzą, bo personel go nie proponuje lub też nie wyraża zgody na jego podanie, twierdząc, iż rodząca 'da radę', 'wytrzyma'.
Zębów nikt nie wyrywa bez znieczulenia, natomiast w naszym kraju rodzi z nim niewielki procent kobiet.

Abstrahując od sytuacji, gdy na akcja porodowa rozkręca się tak szybko, że na ZOP już nie ma czasu oraz od takich, gdy są do niego przeciwwskazania medyczne - każda pacjentka ma prawo rodzić z godnością i korzystać z pomocy w zmniejszeniu bólu. To my wiemy, co czujemy, to my wiemy, ile jeszcze wytrzymamy i mamy prawo otrzymać ZOP, jeśli  czujemy taką potrzebę. Oczywiście w szpitalu musi być anestezjolog na dyżurze. Czasem trzeba na niego poczekać, może być przy operacji lub zajmować się inną pacjentką, ale biorąc pod uwagę, jak wiele godzin zazwyczaj trwa poród, zwłaszcza pierwszy, poczekać można.

Pierwszego syna rodziłam 12 godzin (od momentu, gdy zaczęły cieknąć wody płodowe). Wcześniej nie planowałam znieczulenia zewnątrzoponowego, ale gdy minęła już połowa tego czasu, wykorzystałam już zastrzyk rozkurczowy, paracetamol dożylnie i gaz rozweselający, a mimo to miałam wrażenie, że zaraz zacznę chodzić po ścianach z bólu, przy marnych 5cm rozwarcia, poprosiłam o ZOP. Trafiłam niestety na bardzo niemiłego anestezjologa - mężczyznę, który wręcz krzyczał na mnie, gdy nie potrafiłam odpowiednio zrobić kociego grzbietu i szarpał mną, ale ponieważ zrobiłabym wszystko, by poczuć ulgę, zignorowałam jego zachowanie. Wbicia igły w ogóle nie poczułam, za to po 20 minutach ból został wyciszony. Przez 2 godziny mogłam się zdrzemnąć i nabrać sił (wszak byłam na nogach od ponad doby). Niestety po tym czasie ból wrócił z taką samą mocą, a przynajmniej mi się tak wydaje, być może bez znieczulenia byłoby jednak jeszcze gorzej? Nie mniej znieczulenie się przydało i pomogło mi zregenerować siły na najcięższą pracę, która mnie czekała - wydanie dziecka na świat.

W drugiej ciąży wiedziałam już, że od razu będę chciała ZOP. Mówiłam o tym już na izbie przyjęć, gdy okazało się, że przyjechałam do porodu z 4cm rozwarciem. Pielęgniarki coś mówiły, że skoro tak szybko idzie, to może nie zdąży się go podać, trochę też wydaje mi się, że wszystko przedłużały, aby okazało się, że rzeczywiście jest za późno? Od zbadania do przyjęcia, ktg, później musiałam czekać z prysznicem, bo akurat była zmiana pielęgniarek, później zbawienny prysznic, po którym miała zapaść decyzja. Psychika to jednak wielka siła, nieco się zablokowałam, cały czas myśląc o tym, żeby nie było za późno na ZOP... Gdy przyszedł moment badania po prysznicu okazało się, że jest... 4,5cm :). Pierwszy raz cieszyłam się, że nie poszło dalej. Tym razem trafiłam na cudowną panią anestezjolog, która nie tylko chwaliła moje oddychanie i moją naturalną akcję skurczową (nieregularną, ale bardzo silną), ale też żartowała, rozweselała i traktowała mnie z szacunkiem. Gdy wspomniałam, że jestem mile zaskoczona jej cudownym zachowaniem, bo wcześniej miałam wątpliwą przyjemność z niemiłym anestezjologiem, pani doktor powiedziała, że co też faceci mogą wiedzieć o porodzie i wstyd jej za kolegę. Znieczulenie przyspieszyło akcję porodową i rozwarcie skoczyło z 5cm do 10cm w niecałą godzinę. Sama byłam zdziwiona, że tak szybko poszło :).
Dziwi mnie, gdy słyszę z ust kobiet, że one urodziły dziecko / dzieci bez znieczulenia i co to za wymysły, żeby próbować sobie ulżyć. No pogratulować, niektórzy wytrzymują wiercenie zębów bez znieczulenia, ja bez zastrzyku nie dam sobie zacząć wiercić. Każdy ma inny próg wytrzymałości, nie wiemy tak naprawdę, jak bardzo kogoś boli. Poza tym hasło znieczulenie brzmi co najmniej tak, jakby ktoś inny za nas urodził? To nadal jest ból i nadal jest ciężka praca.

Mój drugi poród był zupełnie inny od pierwszego, o wiele bardziej świadomy. Tym razem panowałam na bólem, w przerwach między skurczami mąż mnie rozbawiał i dużo się śmiałam. Pani anestezjolog zaglądająca co jakiś czas nie mogła się napatrzeć na ten widok - rodząca śmieje się podczas porodu. Jeśli oglądaliście "Porodówkę" na TLC, to tak właśnie wyglądał mój drugi poród, jak rodzi większość kobiet pokazanych w tym programie. Spokojny, świadomy, bez nerwów. I takiego porodu życzę każdej kobiecie. Pamiętajcie o swoich prawach.

ZOP przy porodzie, znieczulenie do porodu, znieczulenie zewnątrzoponowe

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Marzec 2018 - Tu i teraz

Za nami miesiąc, kiedy to teoretycznie przychodzi wiosna :). W praktyce był to kolejny zimowy miesiąc, z temperaturami na minusie i co rusz podsypującym śniegiem. Na szczęście bywały dni słoneczne (choć wcale nie ciepłe), staraliśmy się więc zapoczątkować sezon wiosenny kilkoma dłuższymi spacerami.

blogi Słupsk

tata i syn, macierzyństwo blog, rodzicielstwo blog, bycie mamą

być matką, blog macierzyński, blog parentingowy Słupsk

Mieliśmy z Adim krótki planowany pobyt w szpitalu, niegroźny zabieg, ale nerwy i tak były. Na zdjęciu typowa szpitalna kolacja dla dziecka...

szpital w Słupsku

Przed zabiegiem przetrzymałam go 2 tygodnie w domu, żeby nie złapał żadnej choroby, po nim także musiał zostać trochę w domu, więc nieźle się wynudził. Nadrabialiśmy karty pracy z przedszkola, żeby nie miał zaległości i uskutecznialiśmy zabawy.

autka dla chłopca,

Byliśmy też na pokazowych zajęciach z robotyki w "Coolturce" na Hubalczyków, bardzo fajna sprawa - dzieci budują roboty, następnie je programują na komputerze i te jeżdżą sterowane komputerem właśnie. Tu akurat nie pasuje nam termin zajęć i parę innych rzeczy, ale na pewno poszukamy czegoś podobnego na przyszły rok szkolny.

robotyka Słupsk, zajęcia dla dzieci Słupsk, blog Słupsk

klocki lego, zabawa z dziećmi, domowa bajka

Domowa Bajka Słupsk, Słupsk blog

Rodzice mieli wychodne - krótkie niestety, ale ważne że bez nieletnich. Mój mąż jako fan pizzy postanowił przetestować wszystkie pizzerie w Słupsku. Zupełnie nie wiem po co -  i tak najlepsza wychodzi spod mojej ręki :).


Gdy ja miałam wychodne i miałam sobie coś kupić, wróciłam z... sześcioma nowymi blaszkami do ciast :). Jak bzik to bzik, gotować nie cierpię, piec uwielbiam.

kocham piec, jak upiec babkę,

babka wielkanocna

W marcu kończyliśmy rozpoczęty w lutym remont, a chłopcy w końcu doczekali się swojego nowego łóżka piętrowego. Po remoncie zaraz nie będzie śladu, Maks już upiększył ścianę artystycznymi esami - floresami z mojej czerwonej szminki... Próbowałam ją zmyć ze ściany najpierw wodą z mydłem, potem wodą z proszkiem do prania, wodą z płynem do mycia naczyń i mleczkiem do demakijażu... Resztę przykryła kolejna warstwa farby. Tylko spokój jest metodą w tym szaleństwie :).

łóżko Lano Meble, Domowa Bajka Słupsk

W tym roku póki co nie mam szans na pobicie osobistego rekordu czytelniczego, nad czym ubolewam. Z poniższych pozycji najbardziej podobał mi się Coben, standardowo. Tego autora biorę w ciemno.

biblioteka Słupsk

jak czytać więcej

matka filolog Słupsk

Obejrzałam w końcu "Teorię wszystkiego" - film o genialnym naukowcu Stephenie Hawkinsie. Bardzo wzruszający film, rzekłabym - film o czasie i o tym, co nam ten czas ofiarowuje. Polecam. 

                                      

Pod koniec miesiąca przygotowywaliśmy się do Świąt Wielkanocnych. Adi pierwszy raz miał okazję zdobić jajka barwnikami i upiększać je zabawnymi naklejkami.

pisanki wielkanocne

Nawet zrobił pisankową wersję mnie... :).

domowa bajka Słupsk

wiosna Słupsk

No to czekamy na prawdziwą wiosnę :).

W marcu napisałam:
- "Łóżko piętrowe Lano meble" - recenzja naszego nowego nabytku,
- "Domowe historie - cz.1" - zapis naszych rozmów z dziećmi, które publikuję na Fb.

piątek, 23 marca 2018

Łóżko piętrowe Lano Meble

Moi chłopcy mają wspólny pokój. Na szczęście jest to największy pokój w naszym mieszkaniu, miejsca więc mają w nim dość. Do tej pory stało w nim rozkładane łóżko Adriana i gościnna kanapa, łóżeczko Maksa natomiast stało u nas. Jednak w czerwcu Maks skończy 2 latka, a to jest wiek, w którym starszaka wyprowadziliśmy do swojego pokoju, tak samo więc zamierzaliśmy uczynić z młodszym. W lutym rozpoczęliśmy odnawianie całego mieszkania, przy okazji więc postanowiliśmy załatwić sprawę nowych łóżek dla chłopców. 

Najpierw planowaliśmy kupić dwa pojedyncze łóżka, jednak już od jakiegoś czasu Adi męczył nas o piętrowe. Nie byłam do końca przekonana, czy to przejdzie, czy Adi na pewno będzie chciał spać na górze, czy Maks będzie chciał spać na dole... Na Facebooku trafiliśmy na fanpage Lano Meble - producenta łóżek piętrowych, które można także bez problemu rozłączyć na dwa osobne łóżka. Gdy zobaczyłam, iż produkują oni także łóżka piętrowe ze skrzyniami na pościel i wysuwanym trzecim łóżkiem, przepadłam. W końcu zdarza nam się iść w nocy do chłopców i przysnąć z nimi, czasami nocuje u nas także babcia, gdy my mamy wychodne. Trzecie zapasowe łóżko to coś wspaniałego - nie zajmuje dodatkowego miejsca, a jest bardzo praktyczne. 

Do wyboru bogata kolorystyka, różne modele i materace. My wybraliśmy kolor naturalnego drewna w modelu Igor i na chwilę obecną zwykłe piankowe materace - z dziećmi jak to z dziećmi, różnie bywa, a niedługo i tak będziemy je wymieniać na lepsze, lateksowe. Szybciej na pewno dla Adriana, bo u Maksa przygodę z odpieluchowaniem mamy jeszcze przed sobą ;).

Wybraliśmy łóżko w największym rozmiarze, z największą przestrzenią między łóżkami, tak aby także mąż czuł się tam swobodnie, towarzysząc dzieciom w wieczornym rytuale czytania bajki. Dolna barierka łóżka jest zdejmowana, za jakiś czas więc można będzie ją zdemontować.

Czas realizacji zamówienia trwa do 6 tygodni, u nas kurier był po równym miesiącu. Dwa dni przed dostałam smsa-a z informacją o dostawie. 

Na instrukcji podano przewidywany czas zmontowania łóżek - 1,5 godziny i tyle też zajęło to mojemu mężowi. Wszystkie elementy wykonane są bardzo estetycznie.

łóżko 3-osobowe Lano Meble

Gdy całość stanęła na środku pokoju byłam lekko przerażona, łóżko jest ogromne. Jednak znaleźliśmy na nie miejsce idealne. Wykorzystaliśmy zachwyt chłopców i już pierwszej nocy oboje spali w swoich nowych łóżkach. Maks miał nawet dwie nocki przespane całkowicie, co do tej pory mu się rzadko zdarza, ale teraz któreś z nas może po prostu pójść na jego zawołanie i się koło niego położyć :).

Całość jest bardzo stabilna, nawet gdy mąż wchodzi na górę. Prawdopodobnie jednak za jakiś czas przykręcimy je do ściany - chłopcy rosną i różne rzeczy im do głowy przychodzą.

łóżko piętrowe, Lano meble, łóżko dla dwóch chłopców

Drabinka zaczyna się na tyle wysoko, że Maks nie ma szans na nią wejść. Za jakiś czas pewnie zmuszeni będziemy zdemontować dolny stopień, dla bezpieczeństwa. Kupiłam dwie lampki - chmurki, każdy będzie miał swoją. Z elementami ozdobnymi muszę się wstrzymać, Maks jest w trudnym wieku niszczenia wszystkiego :).

Chłopcy mają teraz baaaardzo dużo miejsca na zabawę, co przy wyścigach milionem autek jest ogromnym plusem... Obaj uwielbiają swoje nowe łóżko, i my również, bo dzięki niemu odzyskaliśmy swój pokój! Już zapomnieliśmy jak to jest spędzać wieczór przy zapalonym świetle, zamiast przy malej lampce :). 

A moi synowie, którzy robili co tylko mogli, by opóźnić pójście spać teraz kładą się bez problemu i zasypiają w 5 minut na swoim, jak to mówią, magicznym łóżku.

wtorek, 13 marca 2018

Domowe historie - cz. 1

Na fanpage Domowej Bajki na Facebooku (klik) umieszczam zabawne teksty opisujące sytuacje z naszej rodzinnej codzienności, krótkie przemyślenia, rozmówki z dziećmi. Jednak wszystko to umyka na facebookowej tablicy, aby więc nie uleciało całkiem, postanowiłam co jakiś czas zbierać je wszystkie i notować w zbiorczej notce na blogu. Część pierwsza poniżej, czyli wszystko to, co wydarzyło się przez pierwszy rok istnienia fanpage :).

blog Słupsk, blogi Słupsk, blog parentingowy Słupsk, Słupsk,

------------------------------------------------

28 czerwca 2017

Starszy syn nie lubi truskawek. Co roku mu proponuję, proszę o spróbowanie, przekupuję za zjedzenie ich, szantażuję i co tylko jeszcze mi do głowy przyjdzie. Co roku - przymuszony - zjada średnio jedną truskawkę z pierwszych kupionych i stwierdza, że nie lubi i nie będzie jadł. Gdzieś tam mu przemycę czasem, ale jak wyczuje, to koniec.
Sytuacja z dziś.
Młodszy zajada się truskawką. Mówię do niego:
- Ale Maksiu ładnie je truskaweczkę, od truskaweczki będzie taaaki duży! Jak tata!
Starszy na to, w wielkim szoku:
- Mamo! Od truskawek się rośnie?!?!
- No pewnie! - odpowiadam.
- To czemu nie mówiłaś!
- Przecież Ty nie lubisz truskawek. - przypominam mu.
- Ale jak się od nich rośnie, to zjem! Też chcę być taki jak tata!
Kładę przed nim miseczkę z truskawkami. Zjada pierwszą, lekko się krzywi. Pyta:
- Jak dużo zjem, to dużo urosnę?
- Oczywiście! - odpowiadam.
Adi zjada z 10 dużych truskawek.
- To musisz mi teraz codziennie dawać truskawki! - mówi.
O ja głupia. Przecież wychowałam się na haśle "Pij mleko - będziesz wielki". Wystarczy zamienić produkt.
Jutro mu powiem, że od brokuła to się dopiero rośnie!

----------------------------------------

2 sierpnia 2017

Jeśli ktoś byłby ciekawy, co się stanie, gdy wraz z praniem zostanie wyprany, całkiem przypadkiem oczywiście, zużyty pampers, to ja Wam powiem. Otóż gdy załadujecie już pralkę, ale wrócicie jeszcze na sekundę po jakąś rzecz do szafy, a w tym czasie mały gnom wrzuci do pralki owo zawiniątko, czego oczywiście nie zauważycie, to po skończonym praniu i otwarciu bębna zastaniecie taki widok: wszystko, absolutnie wszystko, łącznie z wnętrzem pralki będzie oblepione niezidentyfikowaną galaretowatą substancją... Najpierw doznacie zdziwienia, szoku i pomroczności jasnej, zastanawiając się co też to u licha jest, po czym wyciągając kolejne oblepione ubrania dokopiecie się w końcu do winowajcy zamieszania... Tfu oblepienia.
Wtem zdacie sobie sprawę, że instynkt macierzyński to jest właśnie to, co nie pozwala Wam w owej chwili wszystkich nagromadzonych negatywnych emocji wyładować na małym gnomie i pozwalacie sobie jedynie na głośnie uuugghtppprrrrrrrrwwwwwwrrrrrr!!!! I zatupanie nogami, a jako że czyniąc to trzymacie akurat jakieś oblepione ubranko w ręce, to galaretowata maź obsypie Wam się na stopy i w tym oto miejscu trafi Was szlag...
Jeśli ktoś się zastanawia, ile czasu zajmuje ręczne wypłukanie każdej rzeczy (z obu stron), to ja Wam powiem! Ponad godzinę! Plus 20 minut na czyszczenie wnętrza pralki i kolejny kwadrans na zlikwidowanie resztek galarety z podłogi! 

-----------------------------------------------

14 sierpnia 2017

Któregoś deszczowego dnia, gdy byłam z dziećmi uziemiona w domu, a one jęczały na zmianę 'nudzę sięęęęę' (to Adi) z "mama, eeee, maaaammmaa" (to Maks), włączyłam im kanał muzyczny w tv. Adi uwielbia teledyski i uwielbia szaleć w rytm muzyki.
Gdy tak wygłupialiśmy się tańcząc i skacząc, trafiłam na stary teledysk Alicii Keys - Girl on Fire. Pamiętam go z czasów pnd (przed naszymi dziećmi), pamiętam, że zastanawiałam się, jak to będzie, gdy zostanę matką.
A teraz sama skaczę z moimi chłopakami, odpicowana w kieckę jak na odpust, chociaż dzień powszedni, z czerwoną szminką i paznokciami w tym samym kolorze, choć wybieraliśmy się nie dalej niż na osiedlowy plac zabaw i choć wiem, że z paznokci do wieczora nie zostanie nic. Tylko szpilek brakuje na domowych panelach .
I wzruszenie łapie mnie za serce. Bo doskonale pamiętam, co myślałam, oglądając ten teledysk kiedyś. Że co ona taka wystrojona w domu przy dzieciach - a teraz sama coraz częściej mam ochotę ubrać coś innego niż dres i zrobić wyjściowy makijaż, choć nie muszę. Że czemu tam są same kobiety - a w dorosłym życiu jestem o wiele bliżej z mamą i babcią, niż kiedyś. Że co ona tak wszystko sama w domu ogarnia, a chłop czemu nic nie robi, a jak już się nią zainteresuje, to ona woli posłuchać muzyki? Co to za związek w ogóle?? Czemu sobie razem nie siedzą i nie jedzą z dziubków? A teraz rozumiem doskonale - chociaż z mężem dzielimy się obowiązkami i tak więcej jest na mojej głowie, bo sama od siebie wymagam zrobienia tego i tamtego, zamiast poleżeć z nogami do góry. I czasem, po męczącym dniu, lubię zaszyć się z nosem w książce i warczę, gdy mąż próbuje mi przeszkadzać... Bo też potrzebuję chwili - nawet nie dla nas, a dla siebie samej.
Chciałam, to mam .
Ach, jeszcze tylko mieć tę czarodziejką moc, którą ma Alicia od 2 minuty teledysku. Pstryk i już!

 -----------------------------------------------

17 sierpnia 2017

Poranna rozmowa z Adim.
- Mamuś, co tak wzdychasz? - pyta synek.
- Bo mam dużo do zrobienia.
- I ci się nie chce?
- A no nie chce mi się. - odpowiadam.
- Mi też się czasem nic nie chce. O to wiesz co, mama?!
- Co kochanie?
- Wiem! Jak chcesz, to ja dam ci przerwę!
- Tak? Niby jak? - pytam zaciekawiona.
- Ty sobie usiądź i wypij kawę, a ja w tym czasie zajmę się Maksiem! Żebyś miała przerwę! - mówi Adi.
Aż mnie ścisnęło w środku, jakie to mam kochane dziecko. Wyściskałam go i wycałowałam, aż miał dość .
Na spacerze zbiera mi stokrotki. Pod moich dachem rośnie ideał faceta - laski będą mi dziękować .

-------------------------------------------------

6 września 2017

Kilka dni temu wyszłam wieczorem z koleżanką. Przez ponad 3 godziny nikt nic ode mnie nie chciał, nie wołał co chwilę, nie pytał o nic. Zjadłam coś, czego nie zrobiłam sama, wypiłam gorącą kawę, zrelaksowałam się we wspaniałym towarzystwie.
Wróciłam do domu, gdy dzieci już spały. Mąż powiedział, że nie było łatwo. Młodszy włączył syreny, jak tylko zorientował się, że pora spania, a tu mamy nie ma. Walczył ponoć dobrą godzinę, aż padł. Gdy Tomkowi udało się go odłożyć, ze swojego pokoju przyszedł starszy, który powinien już dawno spać. Usiadł, zrobił usta w podkówkę i będąc na granicy płaczu zapytał:
- Kiedy przyjdzie mama?
- Niedługo przyjdzie, a czemu ty jeszcze nie śpisz? - zapytał mąż.
- Ja chcę do mamy... - Adi zaniósł się płaczem.
Tomek opowiada, że nie mógł ze śmiechu z tych dwóch 'cyców', ale udało mu się opanować sytuację, choć sam miał ochotę dołączyć do drużyny płaczków. Tęsknota rzecz straszna .
Maks przez dwa dni karał mnie za to wyjście, a mianowicie nie dawał się odłożyć na drzemce i spędzał ją leżąc na mnie, jak za czasów niemowlęctwa.
Wczoraj za to stoimy w kasie w markecie, Maks jęczy, Adi szaleje. Tomek do niego:
- Adi, stój spokojnie.
Bez efektu. Mąż na to:
- Nie szalej, bo inaczej mama znów dziś pójdzie do koleżanki...
- Nieeeeeeee!!!! - zawył Adi z płaczem.
Kasjerka w śmiech.
Tak to jest z chłopami. Tacy twardziele, a bez mamy ani rusz .

--------------------------------------------------

15 października 2017

Wieczór. Młodszy w objęciach Morfeusza, starszy też już prawie.
Po ciężkim dniu pełnym rodzicielskiej uważności zaszyłam się w kuchni, zajrzałam do lodówki, a tam... Dwa desery Monte, które starszak dostał od dziadków. Tak je kiedyś lubiłam, a w dorosłym życiu nie kupuję, i dziecku też nie, no bo ten skład niechwalebny. Myślę, upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Zjem jeden deser i przypomnę sobie smak dzieciństwa, a tym samym zaoszczędzę dziecku sztucznych dodatków.
Zdjęłam wieczko, zjadłam pełną łyżeczkę, mhhhm...
- Mamo?? Mamo, chodź mi dać jeszcze jednego przytulaczka! - dobiega z pokoju głos syna.
- Yyy, już idę! - odpowiedziałam.
Przytulam syna.
- Dobranoc skarbie.
- Mamo, a czym ty tak pachniesz?? - pyta podejrzliwie moja najstarsza latorośl.
- A niczym... - idę w zaparte, choć płomień wstydu zaczyna mnie palić.
- Mamo! Pachniesz czekoladką! A gdzie mój deser od babci? - pyta Adi.
- Jest w lodówce, dostaniesz jutro. - zapewniam.
Ma to to ledwo pięć lat, a takie jest wyczulone na punkcie zapachów. Może zostanie wybitnym senselierem? Na szczęście nie wiedział, że Monte były dwa .
Taki wstyd. Objadam dziecko. Dla jego dobra oczywiście. A jak to babcia przeczyta...

-------------------------------------------------

18 października 2017

Zaspaliśmy. Właściwie to zaspał mąż, a przez niego my, bo wyłączył i swój budzik, i mój. Wyskoczyłam z łóżka w tempie rakiety kosmicznej, obudziłam dzieci i podkręcałam właśnie tempo porannej rutyny, zastanawiając się, z czego mogę zrezygnować, gdy starszak zaczął prosić, żeby nie iść dzisiaj do przedszkola... Taka piękna pogoda się robi, może byśmy poszli na długi spacer poszukać ostatnich kasztanów? Dopytałam, upewniłam się, że na pewno chce zostać. Potwierdził. Czas zwolnił, przestałam się śpieszyć i nawet humor mi się poprawił. Zgłosiłam nieobecność syna w przedszkolu.
Starszak zjadł śniadanie i powiedział, że jednak chce iść i zaczął pakować autka do plecaczka. Ja na to, że przecież nie chciał iść i już zgłosiłam, że go nie będzie, a tego nie da się odkręcić. On na to, że zmienił zdanie I IDZIE DZIŚ DO PRZEDSZKOLA. Ja, że kochanie już nie da rady, pójdziesz jutro. On, że IDZIE I KONIEC. I tu nastąpiło puszczenie tamy skumulowanych emocji i ogłuszyło mnie dzikie wycie. Młodszy zaczął starszego pocieszać, ja próbowałam stłumić narastające pulsowanie w skroni, czułam, że również zbliżam się do granicy. Usiadłam, zapytałam, czy chce się przytulić. Chciał. Powiedziałam, że widzę, że jest zły i rozumiem, że zmienił zdanie, jednak naturalną konsekwencją jego wcześniej podjętej decyzji jest to, że dziś niestety już nie może iść, ale za to spędzimy razem fajny dzień, a jutro już pójdzie do przedszkola. Syn na to, no dobrze i uspokoił się.
Uff.
Ciężko nadążyć za 5-latkiem.
Tylko spokój jest metodą w tym szaleństwie .
#selfreg
#rodzicielstwobliskosci
#dzienjakcodzien
-------------------------------------------

23 października 2017

Podczas porannych porządków nie mogłam znaleźć miotły. Przejrzałam wszystkie kąty, no nie ma. Przypomniało mi się, że wczoraj zamiatał mąż.
Dzwonię do niego:
- Tomek, gdzie jest miotła?! - rzucam na wstępie.
- Jaka miotła? / (tylko facet może o to spytać...)
- No miotła, zamiatałeś wczoraj - mówię wkurzona, bo nieodkładanie rzeczy na miejsce to jego hobby i potencjalny powód rozwodowy.
- Odłożyłem tam gdzie zwykle.- mówi / (jaaaaaasne)
- Ale jej tam nie ma! Nigdzie jej nie ma! - poziom mojej irytacji sięga zenitu.
- To gdzie latałaś w nocy? - mówi ze śmiechem.
Oooo. Nasza dalsza konwersacja nie nadaje się do upublicznienia .
Z opresji wybawił mnie krasnal.
- Maksiu, gdzie jest miotła? - pytam synka.
- Tam! - pokazuje do góry rączką.
Patrzę... miotła leży sobie na regale z zabawkami, pod samiuśkim sufitem.
Obiadu nie będzie.


---------------------------------------------

15 listopada 2017

Jemy z chłopcami obiad. Za oknem słychać dźwięk odpalanego motoru.
- Brum brum! - mały Maksio ma świetny słuch.
- Tak Maksiu, motor! - mówię.
- To skuter - mówi Adi.
- Tak? A nie motor? - pytam zdziwiona.
- Nie, to skuter. Bo skuter ma takie pierdnięcie. - mówi poważnie Adi.
Kurtyna.
Matka filolog spędza godziny i dni na edukacji krasomówczej i oratorskiej swojego 5-letniego syna, dba o jego rozwój, elokwencję, powiększa zasób związków frazeologicznych i robi co tylko może, by wychować go na językoznawczego Einsteina, ale na nic to.
Życia nauczy go ojciec, pasjonat motoryzacji wszelakiej, co po odgłosie silnika rozpoznaje markę. 

-----------------------------------------------

16 listopada 2017

Malując się rano spojrzałam krytycznie w lustro. Przyciemnione brwi i pomalowane rzęsy sprawiły, że w końcu nie wyglądałam na kogoś, kto wstał z łóżka 30 sekund temu. Tylko te brwi jakieś takie asymetryczne... Jedna wyżej, druga niżej, ciężko to poprawić makijażem. Ta jedna to całkiem całkiem, łuk brwiowy uniesiony, ale ta druga... Jakaś taka opadnięta... Ale jak ją uniosę, to są w miarę równe...
Istny cyrk i dzikie wrzaski dobiegające zza drzwi łazienki sprawiły, że zmuszona byłam zaprzestać te urodowe dywagacje i wrócić do matczynej rzeczywistości. Rozgromiłam walczącą o coś dziatwę i poszłam szykować śniadanie. Wtem usłyszałam trzask drzwi i okrzyk:
- Mamo! Maks zamknął się w łazience! - doniósł starszak.
A w łazience, jak wiadomo, ogólnie dostępne niebezpieczeństwa. Rzuciłam garnek z owsianką, pobiegłam w te pędy, ledwo co wyrabiając na zakręcie i już już trzymałam rękę na klamce, już otwierałam drzwi, ale... Nie zdążyłam cofnąć nogi i pięknie, z całą mocą, jaką zamierzałam użyć do otwarcia drzwi, przypierdzieliłam sobie nimi w łuk brwiowy.
Zwyczajny poranek wzbogacony został o całą feerię barw i milion gwiazd, które zobaczyłam przed oczami. Na chwilę też ogłuchłam, więc błoga cisza, której to mam zaszczyt zaznać dopiero po 20tej, przyćmiła nieco tępy ból rozchodzący się po mojej głowie. Gdy nieco doszłam do siebie, wyciągnęłam Maksa z łazienki i odważyłam się spojrzeć w lustro.
No, teraz oba łuki brwiowe są tak samo uniesione.
#nacokomumedycynaestetyczna
#dzienjakcodzien
#dzismelisazamiastkawy

----------------------------------------------------------

26 listopada 2017

Z racji tego, że starszak bierze antybiotyk co 12 godzin, nastawiliśmy z mężem dwa budziki w swoich telefonach na po 3 w nocy, bo akurat tak wypada pora na kolejną dawkę. Dwa, bo podejrzewałam, że jeden budzik to któreś z nas może wyłączyć. Nie sądziłam jednak, że oboje wyłączymy swój budzik i pójdziemy spać dalej... Ja nie kojarzę nic, Tomek mówi, że na niego fukałam, jak jego telefon zaczął grać, że po co to nastawia, jak jest weekend itp.
W związku z tym Adi dostał lek z 40-minutowym poślizgiem, gdy ciszę nocną przerwał donośny płacz Maksa. Żeby nie on, to pewnie spalibyśmy do rana, a jak wiadomo, przy antybiotyku bardzo ważna jest cykliczność.
Tacy to z nas rodzice roku - nieprzytomni z niewyspania .

----------------------------------------------------------

4 stycznia 2018

Adi leży w łóżku.
- Tato, daj bajkę na tablecie! - prosi.
- Wiesz, że tableta dostajesz w piątki. - odpowiada Tomek.
- A co dzisiaj jest?
- Środa.
Adi odśpiewuje do melodii "Panie Janie...":
- Poniedziałek, poniedziałek,
i wtorek, i wtorek,
środa czwartek piątek,
środa czwartek piątek,
sobota, niedziela....
Zaśpiewał cały tydzień.
- Tata, mówiłeś, że w jaki dzień będę miał tableta? - pyta jeszcze raz.
- W piątek. - przypomina Tomek.
- Poniedziałek, poniedziałek... - śpiewa Adi i cala zabawa zaczyna się od początku

----------------------------------------

5 stycznia 2018

Gdy musimy z Tomkiem pilnie porozmawiać o czymś, czego nie może słyszeć dziecko, rozmawiamy po angielsku. Czasem zdarza mi się powiedzieć po angielsku co o nim myślę, gdy mnie wkurzy, oczywiście przemiłym tonem i z uśmiechem na ustach, z obietnicą czekającej go później pogadanki .
Dziś piątek - dzień w którym Adi może pójść spać później niż zwykle, obejrzeć bajkę i zasnąć u nas. Już leżał wykąpany, gdy zachciało mi się czegoś słodkiego, co mi się rzadko zdarza. Zapytałam Tomka po angielsku, gdzie schował słodycze dzieci ze Świąt. Wiem, wiem, straszna jestem, cóż, oni też byli straszni dla mnie w dzień .
- Husband, where is the kids' bag with sweets from Christmas?
- You know, I just thought about the same thing? - odpowiedział. - We'll get to it when our little monster falls asleep!
- I can't wait! - zaśmiałam się.
Na co Adi, który jak się wydawało zajęty był oglądaniem bajki, zaczął znienacka głośno i wyraźnie śpiewać:
- Łi łysz ju eleni krismas, łi łysz ju eleni krismas...!
Trzeci rok przedszkola i brzdąc wyłapuje, kiedy rozmawiamy po angielsku .
#RośnieNamPoliglota
#DziękiCiCartoonNetwork

---------------------------------------

17 stycznia 2018

Po całym dniu w wariatkowie, tfu, w domu, z jednym synem tuż po przeziębieniu i drugim przetrzymanym na wszelki wypadek, roztrząsaniu dramatów typu źle pokrojony banan, jabłko bez skórki, choć tym razem miało być z, słuchaniu półgodzinnego wycia starszaka spowodowanego tym, że jakaś pani tuż przed nim wcisnęła guzik od świateł na przejściu dla pieszych dwa dni temu, zrobiłam ostry trening na macie z Mel B.
A teraz... siedzę i jem Mambę znaleziona w poświątecznej torbie ze słodyczami dzieci... 


---------------------------------------

1 lutego 2018

Adi ma ferie. Mąż ma nadgodziny w pracy. Dziwny traf, też tak sądzę . Siedzę więc z dwójką dłużej niż zwykle, zanim wrócą ojcowskie posiłki. Dziś mój kubeczek cierpliwości został wyczerpany już w okolicach godziny 10-tej, zaraz po tym jak przerwałam młodszemu brzdącowi spacer po parapecie, ledwo uszłam z życiem po bliskim kontakcie z takim tam jednym hot wheelsem i wyczyściłam telewizor ze śladów po naklejkach, którymi to starszak postanowił upiększyć nasze okno na świat.
Padłam na kanapę z kawą i zamiarem nieopuszczenia jej, póki nie ujrzę dna w kubku. Westchnęłam i powiedziałam pod nosem:
- Czy wy musicie oboje tak łobuzować od rana?
- Co dwie głowy, to nie jedna. - odparł rezolutnie Adi.
Racja. 

---------------------------------------

7 lutego 2018

Rozmawiamy z Adim o jego ruszającej się jedynce. Szał i ekscytacja, bo przecież koledzy nie mają już nawet kilku zębów i u nich wróżka już była, no to kiedy jemu wypadnie?
- Mamo, a czy do mnie też przyjdzie Wróżka Zębuszka? - dopytuje Adi.
- No chyba tak, skoro u kolegów była... - uświadomiłam sobie, że muszę zbadać temat, co by nie przepłacić .
- A dużo pieniążków przyniesie? - pyta syn.
- Hmm, chyba po jednym za ząbka... - waham się, czy będzie to moneta, czy papierek .
Po chwili namysłu Adi stwierdza:
- A to ja nie będę dawał po jednym ząbku pod poduszkę. Będę je chował do swojej skrzyneczki, a jak uzbieram wszystkie, to wtedy włożę pod poduszkę i Wróżka przyniesie mi naraz duuuużo pieniążków! - tu wykonał gest szeroko rozpostartych rąk .

#BiznesŻycia
#RośnieMiRockefeller
#KtoZaToWszystkoZapłaci ?

-----------------------------------------

15 lutego 2018

Mój mąż ma w pracy samych 'prawdziwych' mężczyzn, którzy są aktywni fizycznie i tą aktywnością zarażają i jego. Od jakiegoś czasu więc dba o swoją kondycję, co też zaczyna być widoczne w jego muskulaturze.
Ja tymczasem musiałam chwilowo aktywności zaprzestać, bo nadwyrężyłam sobie jakiś mięsień w karku.
Przed pójściem spać próbowałam wcisnąć w zagłębienie między szyją a obojczykiem maksymalną ilość poduszki, by zminimalizować bolesny ucisk. Mąż przysunął się, by mnie przytulić.
- Oj czekaj, bo próbuję się z tym karkiem wygodnie ułożyć... - powiedziałam.
- Dzięki! - radośnie odparł on.


-----------------------------------

16 lutego 2018

W Walentynki Adi przyniósł z przedszkola laurkę od koleżanki. Na drugi dzień odebrałam go z... kolejną laurką, od drugiej koleżanki.
- Kolejną dostałeś? Niemożliwe. - powiedziałam ze śmiechem, gdy schodziliśmy po schodach.
- Po prostu dużo dziewczyn z przedszkola mnie lubi. - stwierdził poważnie Adi.
No po prostu .
A jeszcze niedawno mówił, że się ze mną ożeni...

#CastingNaSynową
#CzasStart

--------------------------------------

23 lutego 2018

Jadę z Adim samochodem. Na czerwonym świetle stajemy koło salonu samochodowego.
- Mama, zobacz tego jeepa! - wskazuje palcem za okno. - Takiego sobie kupię!
- No, to musisz się duużo uczyć, zdobyć dobry zawód, dobrą pracę i wtedy będziesz miał tyle pieniążków, że będziesz mógł sobie takie auto kupić. - mówię ze śmiechem.
- Co ty, mama! Najpierw to wiesz co trzeba mieć?
- Co takiego? - pytam.
- Najpierw to trzeba mieć portfel! Bo do niego się wkłada pieniążki i można je stamtąd wyciągnąć, a ja mam tylko skarbonkę! - mówi oburzony Adi.
- Racja. Czas najwyższy ci kupić portfel. - stwierdzam.
- No czas najwyższy! - potwierdza Adi.
Po chwili mijamy drugi salon samochodowy.
- O, albo tutaj sobie kupię auto! - Adi znów wskazuje za okno.
- Naprawdę? - śmieję się.
- No dobra, kupię w tamtym salonie. Będzie bliżej.

#CiekaweJakieKupiMamie
#WożęPrzyszłegoMilionera

------------------------------------

3 marca 2018

Bawię się z moim 21-miesięcznym synkiem. Maks zaczyna coraz więcej mówić, ale idzie mu to wolniej, niż jego bratu w tym wieku. W pewnym momencie synek bawił się swoją ulubioną przytulanką - lwem. Złapał za jego wystającą z tyłu, zakończoną futerkiem część i powiedział:
- Ogon!
- Tak synku, to jest ogon. - potwierdziłam.
Wtedy on podszedł do mnie, sięgnął po moje związane w kitkę włosy i rzekł:
- Ogon!
Strach pomyśleć, na co jeszcze powie 'ogon' .
------------------------------

6 marca 2018

Poranek. Remont trwa. Koczujemy całą czwórką na jednym pokoju, bo reszta mieszkania przechodzi lifting. Wszędzie pełno rzeczy, miejsca mało. Malowaliśmy do późna pokój chłopców, więc standardowa gwałtowna pobudka urządzona mi przez młodszego wprawiła mnie w nastrój nie najlepszy, delikatnie mówiąc. Codzienne rutynowe czynności szły mi zdecydowanie wolniej, zwłaszcza że towarzyszył im harmider rodem z koszarowej stołówki. Obaj moi synowie z bateriami naładowanymi po nocy na 115% postanowili już z rana sprawić matce chrzest bojowy, co bym łatwiej zniosła potem trudy dnia powszedniego z dwójką urwisów u boku. Skakali, biegali, krzyczeli, rzucali się czym popadnie i gdy rozgardiasz ten osiągnął apogeum, moja cierpliwość, kulejąca i tak w ostatnich dniach, skończyła się gwałtownie i krzyknęłam:
- Cisza!!!
Chłopcy stanęli na ułamek sekundy, po czym wrócili do zabawy.
- Adi, uspokójcie się trochę. Mama jest od rana trochę zła, a jak mama zrobi się całkiem zła, to nikt z was nie będzie szczęśliwy, z tatą włącznie. - powiedziałam.
Na co Adi:
- Ale ja nie robię tego dla złości, tylko dla śmieszności!
To zmienia postać rzeczy . Zamiast krytykować, warto poznać motywy czyjegoś postępowania .
#Remont
#NiePolecam

---------------------------------------------------
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...