niedziela, 6 sierpnia 2017

Mamo! Chroń intymność swojego dziecka!

Odkąd zostałam mamą, inaczej patrzę na nagość. Chyba nic tak nie obdziera z intymności i poczucia wstydu, jak poród. Zaczyna się już w ciąży, gdy co 2 - 3 tygodnie lądujemy na fotelu ginekologicznym, a nie raz w roku, jak wcześniej. Podczas porodu jesteśmy badane przez kilka różnych osób. Na sali poporodowej też nas oglądają, sprawdzają szwy itp. Później karmienie piersią - nierzadko musimy to robić w miejscach publicznych, bo dziecko nie poczeka, natychmiast sygnalizuje głód głośną syreną. 

Ciągła zmiana pieluch sprawia, że stajemy się tak oswojone z widokiem części intymnych dziecka, że czasami niestety się zapominamy i wystawiamy intymność własnych dzieci na widok publiczny. A tak być nie powinno. 

Na portalach społecznościowych nie brakuje zdjęć nagich dzieci - na przewijaku, na łóżku, w wanience, w basenie. Noworodki, niemowlaki, a nierzadko starsze dzieci - kompletnie nagie. Może je zobaczyć każdy, zdjęcie może pójść w świat, może posłużyć do celów, o jakich na pewno nie myśli rodzic, który wstawia je na swoim profilu. Zdjęcie może zostać przez kogoś pobrane i odbić się za kilka lat głośną czkawką lub zwyczajnym upokorzeniem.

Podobnie jest na plaży - nie wiem dlaczego małe dzieci często biegają po niej gołe. I niemowlaki, i 2 - 3 latki.  Co szkodzi pieluszka lub kąpielówki, lub nawet zwykłe spodenki. Do dziś mnie to szokuje - także dlatego, że plażowy, niekoniecznie czysty piasek dostaje się im wszędzie! Wszyscy wiemy, jak dzieci uwielbiają bawić się na kucaka. A czy wiemy też, że na tym samym piasku rano mógł nasikać pies, w dzień mógł na niego zwymiotować jakiś podchmielony turysta, a w nocy jakaś para mogła jeszcze co innego zrobić... na ten piasek właśnie.
Zawsze mam ochotę powiedzieć takiemu rodzicowi, żeby sam zdjął majtki i usiadł gołą d... na tym piasku :). Ciekawe, czy byłoby mu wygodnie. Albo, żeby swoje nagie zdjęcia, najlepiej w rozkroku (niemowlaki tak przecież leżą!) też wrzucił do sieci.

W mojej rodzinnej miejscowości, do mojej sąsiadki - swojej babci, przyjeżdżała na wakacje dziewczynka. Pamiętam, jak w upalne dni biegała kompletnie goluśka po podwórku, a nawet po ulicy przed domem. Miałyśmy wszystkie jakieś 6 - 7 lat. Całe osiedlowe towarzystwo już zawsze wyśmiewało dziewczynkę i co roku jej o tym przypominało. 

Nagość jest naturalna - ale nie w miejscach publicznych, a takim miejscem jest dziś także internet. Zostawmy nagość w domu. Moje dzieciaki uwielbiają latać na golaska po domu tuż przed kąpielą i to oboje. Jest zabawa, jest mama i tata. Nikt więcej.

Dziecko nie jest własnością rodzica.To przecież człowiek - mały, ale mający prawo do intymności tak samo jak dorosły. Nie wolno obnażać go przed całym światem. Rodzic odpowiada za jego bezpieczeństwo i powinien chronić jego intymność. Zarówno w świecie realnym, jak i wirtualnym.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Podsumowanie lipca

Aż trudno uwierzyć, że minęła już połowa wakacji. Przeczytałam właśnie swój zeszłoroczny wpis z bloga "Wakacje z dziećmi" - no teraz to mam luz w porównaniu do zeszłego lata. Adi jest już starszy i jego obecność w domu bardzo mi pomaga. Kolejny raz przekonałam się, że odpuszczenie przedszkola latem i pozostawienie go w domu to dobra decyzja. Wydawałoby się, że z dwójką jest ciężej - owszem, nieco więcej do roboty jest :). Ale dzięki niemu nie muszę patrzeć na Maksa co 5 sekund, bo chłopaki wspaniale się bawią razem. To niesamowite, że 3,5-letnia różnica wieku okazuje się nie być przeszkodą w zabawie.

Pogoda nas nie rozpieszcza, więc wykorzystujemy każdą słoneczną chwilę. Plażing zaliczony:



Zachód słońca w Ustce prawie też - oczywiście tuż przed samym zachodem nadciągnęły chmury:


Wycieczkujemy co weekend - póki co w koło komina, bo Maks nadal nie przepada, łagodnie mówiąc, za jazdą autem. W tygodniu rytuał dnia jest podobny, staramy się więc weekendy maksymalnie wypełnić atrakcjami.


Ustecka marina:


Słupsk latem jest naprawdę piękny.


Co niedzielę w parku Waldorffa odbywa się "Garden Party u Karola" - cykl letnich koncertów pod pomnikiem Karola Szymanowskiego. Piękna muzyka na łonie natury - nam nawet dzieci wyciszyła :).



A tu już Rowy:




Rodzice mieli co nieco wychodnego - kabarety i koncert YES w Dolinie Charlotty:




 W deszczowe dni (a tych niestety nie brakowało) bawiliśmy się twórczo w domu:



Adi dotrzymuje słowa i wypełnia sumiennie jeden z punktów wakacyjnej listy do zrobienia, a mianowicie próbuje wszystkich sezonowych warzyw i owoców.




Lody wcinamy w ilościach takich, że aż wstyd :)


Nie pobiłam swojego rekordu w czytaniu, ale latem zawsze tak jest. Coś tam jednak wpadło w ręce.




Szczególnie podobał mi się "Połów" Ove Logmansbo vel Remigiusz Mróz :). Mroczny klimat Wysp Owczych, z krytykowanym przez obrońców praw zwierząt tradycyjnym tam połowem grindwali, trzymające w napięciu śledztwo i skomplikowane relacje międzyludzkie, czyli Mróz w ciekawej odsłonie. Trudno nie docenić go za cały resarch, jakiego wymagało umiejscowienie zdarzeń w obcej mu lokalizacji.


Nadrobiłam też w końcu "Sztukę kochania - historię Michaliny Wisłockiej" - mąż zasnął, a ja oglądałam do późna w nocy i jestem zachwycona! Takie czasy, takie związki, taka historia niesamowitej kobiety. Przy wspaniałej muzyce - Maria Sadowska wykonała kawal dobrej roboty. Polecam, można się i uśmiać, i uronić łezkę.


Mój artykuł "O kobiecie, której nie lubię" ukazał się na portalu aktywnedzieciaki.info.

W lipcu napisałam na blogu:
- Matka po raz pierwszy a po raz drugi - o różnicach w macierzyństwie debiutanckim i powtórnym,
- Czy to przystoi filologowi - o puryzmie językowym - o wytykaniu innym błędów i wulgaryzmach słów kilka,
- Lista wakacyjnych celów dla dziecka - pomysły na wspólne spędzanie czasu latem,
- Zlot pojazdów militarnych w Darłowie - relacja z naszej wycieczki,
- Jak zająć dziecko na dłuższą chwilę? Masa plastyczna Easy Stationery - testowanie - relacja z twórczej zabawy ciastoliną,
- Kasza owsiana z warzywami - przepis na mało popularną (jeszcze!) kaszę,
- Wytrawna owsianka - przepis na inną wersję śniadaniowej owsianki.

wtorek, 25 lipca 2017

Matka po raz pierwszy a po raz drugi

Chyba każdy pamięta, jak łatwo było mu oceniać innych rodziców, zanim sam przekroczył magiczną granicę oddzielającą czasy przeszłe, nazywane często p.n.e. (przed naszym dzieckiem) od teraźniejszości. Wydawało nam się, że wszystko zrobimy inaczej, ocenialiśmy metody wychowawcze albo ich brak u innych (no dobra, nadal to robimy). Gdy zostajemy rodzicami, życie przewraca się do góry nogami i nie jest to pusty frazes, a najprawdziwsza prawda :). Jednak po skoku na głęboką wodę, która okazała się lodowata i pozbawiła nas tchu na dłuższy czas, gdy już zaczniemy oddychać ponownie, postanawiamy skoczyć jeszcze raz, a co tam, przecież wiemy już jak to jest, to bawmy się dalej. Czy macierzyństwo po raz pierwszy różni się od ponownego? Przecież wiemy, co i jak, teoretycznie nic nas nie powinno zaskoczyć. Zapominamy jednak, że drugie dziecko to nie jest klon starszego i może nawet być jego całkowitym przeciwieństwem, a wtedy wszystkie znane nam prawdy na temat rodzicielstwa możemy sobie wsadzić głęboko w d... i uczyć się być rodzicem na nowo. W wyższej szkole przetrwania do 20-tej, gdzie dyplomu możesz spodziewać się za lat 18. 

Zapraszam Was na przegląd - jak to było u nas po pierwszym dziecku i po drugim. 

CIĄŻA
Przy pierwszym:
- trochę mdłości, ale ogólnie jest super, czuję się świetnie przez cały czas, żyję jak wcześniej. Jestem aktywna, jeżdżę po Polsce, pracuję do ostatniego dnia przed porodem.

Przy drugim: 
 - z powodu mdłości od 8 tygodnia i wymiotów 3-4 razy dziennie idę na zwolnienie lekarskie i już z niego nie wracam. Bo mdłości trwają do 16 tygodnia, a i potem zdarzają się niespodziewane pawie. Łapię częste infekcje, nerwobóle, rwę kulszową... długo by wymieniać. 

WYPRAWKA
 Przy pierwszym:
- rzeczy nowe, wszystko nowe! Całe godziny spędzam na wybieraniu ciuszków, pieluszek, grzechotek etc. Tysiące rozpływają się w dziecięcych sklepach.

Przy drugim:
- wszystko (albo większość) używane, po bracie. Oszczędność czasu i pieniędzy :).

PORÓD
Przy pierwszym:
- nie boję się go, wiem, że będzie strasznie, ale zaskakuje mnie, że aż tak.

Przy drugim: 
- boję się go panicznie, bo już wiem, czego się spodziewać. Ale też wiem co robić, jak sobie pomóc i tak bardzo wierzę w zasłyszany tekst, że drugi poród jest łatwiejszy, że się to sprawdza. 

DIETA MATKI KARMIĄCEJ
Przy pierwszym:
- trzymam ścisłą dietę przez pierwsze trzy miesiące, wszystko gotowane, nic wzdymającego, stopniowo wprowadzam do swojego jadłospisu (!) nowe pokarmy i bacznie obserwuję dziecko. Adi ryczy na każdym kroku, ma wzdęcia, nosimy go dniami i nocami, niejednokrotnie doba się nie kończy i płynnie przechodzi w drugą, gdy świt zastaje nas z dzieckiem na ręku.

Przy drugim: 
- po powrocie ze szpitala zjadam sałatkę z bobem i chilli. Diety nie trzymam wcale, korzystam z sezonu na truskawki, czereśnie i fasolkę szparagową. Wszystko okraszam ukochanym chilli, sosem tabasco i papryczkami pepperoni. Maks jest aniołkiem przez pierwsze trzy miesiące, jest spokojny, je i śpi w kółko. Drze się tylko w wózku.

STERYLNOŚĆ
Przy pierwszym:
- dezynfekcja i parzenie wrzątkiem wszystkiego co popadnie, niechodzenie do większych sklepów z wózkiem w czasie jesienno - zimowych infekcji, proszenie o umycie rąk wszystkich odwiedzających nas gości.

Przy drugim: 
- dezynfekcja i wyparzanie tylko na początku. Prośba o mycie rąk została, ale też na krócej. 

ZMIANA PIELUCH
Przy pierwszym:
- zmieniam pieluchę co godzinę, niezależnie od tego, czy sucha, czy mokra. Nie rozumiem mam, które nie zmieniają kupy od razu, tylko czekają, czy może dziecko jeszcze dorobi.

Przy drugim:
- pieluchę zmieniam, kiedy jest taka potrzeba.  Dziś te matki rozumiem :).

SPACERY
Przy pierwszym:
- spędzamy na dworze minimum 3 godziny dziennie, na jednym lub dwóch spacerach, niezależnie od pogody. Jeśli pada, na wózek kładę folię, sobie kaptur na głowę, parasol, i idę.W ciągu pierwszego roku Adi nie zalicza spaceru może ze 3 razy. Wózek kocha, leży w nim grzecznie, nawet jak nie śpi.

Przy drugim:
- spacer zaliczany jest przy okazji pójścia po starszego do przedszkola i placu zabaw z nim, z samym Maksem to ja może kilka razy się bujnęłam... Jeśli pada, nie wychodzimy wcale :). Także dlatego, że młodszy wózka nie cierpi i drzew nim japę tak, że pół osiedla słyszy.

DRZEMKI
Przy pierwszym:
- drzemki na dworze - jeśli dziecko śpi 2 godziny w wózku, to ja dwie godziny chodzę i chodzę, i chodzę...

Przy drugim:
- drzemki są w domu. W czasie ich trwania mogę coś zrobić. Lub nic nie robić.

ROZWÓJ
Przy pierwszym:
- sprawdzam kolejne etapy w kalendarzach rozwoju, studiuję siatki centylowe wzrostu i wagi. Czytam książki, poradniki, fora internetowe i portale dla rodziców.

Przy drugim:
- o rozwoju to w ogóle nie czytam, a siatki sprawdzałam tylko w pierwszym miesiącu, gdy kolejny potomek miał problemy z przybieraniem (klik). Czytam za to blogi parentingowe - dobrze wiedzieć, że inni też wiodą taki los :).

ROZSZERZANIE DIETY
Przy pierwszym:
- nie mogę doczekać się rozszerzania diety - ekscytuję się każdym nowym warzywkiem, jakim Adi pluje na kilometr, gotuję, pichcę, kombinuję.

Przy drugim:
- tak samo zaczynam słoiczkami, ale szybciej przechodzę na gotowanie. Nie stresuję się, gdy mały pluje - je ile chce, nie robię samolocików itp. Nie przeżywam, że tak samo jak pierwszy nie chce gryźć i zaczyna to robić z opóźnieniem. Wszystko w swoim czasie.  

WIECZORNY RYTUAŁ
Przy pierwszym:
- przez pierwsze trzy miesiąca życia Adriana rytuału nie ma. To znaczy staramy się go tworzyć, ale nie jest on sztywny. Raz mały usypia o 20 i budzi się na kilka godzin w środku nocy, raz kładziemy go dopiero, gdy sami idziemy spać, w okolicach 23. 

Przy drugim:
 - Maks wskakuje w rytuał, którego trzymamy się ściśle. Dzięki temu maksymalnie o 20 mamy fajrant.

WYJŚCIE Z DOMU BEZ DZIECKA
Przy pierwszym:
- premierowe wieczorne wieczorne wyjście z domu zaliczyliśmy po roku z hakiem. Może nawet po półtora, bo Adi był już w stanie krzyczeć w nocy do babci: "dawaj  mleko!" :).

Przy drugim:
- wyskoczyliśmy na imprezę urodzinową koleżanki, gdy Maks miał miesiąc. A zaraz potem do kina. Laktator w rękę i heja :).

ZAINTERESOWANIA
Przy pierwszym:
- mam wiele zainteresowań. Miewam na nie czas.

Przy drugim:
- nie mam żadnych. Czasu też nie mam.

CIERPLIWOŚĆ
Przy pierwszym:
- z każdym dniem uczę się cierpliwości.

Przy drugim:
- tracę ją sto razy dziennie :).

AKCEPTACJA ZMIAN
Przy pierwszym:
- buntuję się na utraconą wolność, na to ciągłe wiszenie syna na piersi, na nocne pobudki, na ciągły bałagan, brak czasu na cokolwiek innego niż dziecko... Czekam aż będzie lepiej, aż zacznie przesypiać noce, zacznie siedzieć, raczkować, chodzić. Mam nadzieję, że z kolejnym etapem będzie lepiej, łatwiej, lżej. Tymczasem nie jest. Przybywa roboty, ubywa czasu. Jeszcze bardziej.

Przy drugim:
- biorę na klatę wszystko to, co już znam. Cieszę się każdym etapem. Noworodek? Super, cyc i spanie. Siedzi? W końcu można go czymś zająć. Chodzi? Koniec z noszeniem. Dzieci tak szybko rosną. Pomimo oczywistego zmęczenia, wszędzie walających się zabawek i niezliczonych nieudanych prób uszczknięcia z dnia czegoś dla siebie - delektuję się tym czasem. A przynajmniej staram się :). Bo wiem, jak szybko on mija, jak szybko ze słodkiego pultaska wyrasta wyszczekany przedszkolak. 
 
 
Każde dziecko jest inne, każde macierzyństwo jest inne. Mnie zaskoczyło, że aż tak się to może różnić, a podwójną mamą jestem dopiero 13,5 miesiąca. Przy trzecim to musi być hardcore, chociaż znajoma mama trójki powiedziała mi kiedyś, że trzecie to się samo wychowuje. Raczej nie będzie mi dane tego sprawdzić. Chyba, że wygram w Lotto! A mąż gra namiętnie, więc a nuż :).

poniedziałek, 24 lipca 2017

Wytrawna owsianka

Przez większą (zimną) część roku lubię owsiankę na słodko i na ciepło. Jednak latem robię ją na słodko zdecydowanie rzadziej. Zajadam się za to wytrawną wersją płatków owsianych, z dodatkiem warzyw, ziół i ziaren. 
Jedna z moich ulubionych wersji to owsianka z pomidorem. 

Składniki: 
- płatki owsiane / orkiszone / otręby owsiane,
- pomidor, 
- cebula dymka, 
- koperek, 
- jogurt grecki, 
- koperek, 
- słonecznik, 
- siemię lniane, 
- sezam, 
- kilka kropel cytryny, 
- sól, pieprz, chilli.

Płatki ugotować w wodzie przez kilka minut i odstawić na pół godziny. Do wystudzonej owsianki (jeśli są zbyt mokre, odsączyć ją na sitku) dodać resztę składników, doprawić do smaku.
Taka wytrawna wersja z chilli świetnie pobudza i dodaje energii - polecam wypróbować wersję ze swoim ulubionymi warzywami. Świetne jest też połączenie z selerem naciowym i młodą marchewką. Kombinujmy, póki sezon :).

wtorek, 18 lipca 2017

Jak zająć dziecko na dłuższą chwilę? Masa plastyczna Easy Stationery - testowanie

Wakacje z niespełna 4,5-latkiem i 13-miesięczniakiem w domu trwają w najlepsze. Mamy już ustalony nowy, wakacyjny rytm dnia, w którym największym problemem okazała się... poranna drzemka młodszego. Rano chłopcy się świetnie bawią razem, jednak Maks zaczyna być śpiący już około 10.00. Zamykam się z nim w drugim pokoju i usypiam, co czasem trwa 20 minut, a czasem 40. W tym czasie Adi wie, że musi być cicho, bo jego głośne zabawy sprawiają, że Maks chce iść do niego (oczywiście tylko po to, by po chwili znów zacząć jęczeć i marudzić, bo śpiący...). To jednak czas największej aktywności Adriana - będąc w przedszkolu, o tej godzinie bawił się z kolegami aktywnie i głośno, ciężko mu więc nagle przerwać szaloną zabawę autkami przy kakofonii wydobywających się z nich dźwięków (jak jeszcze raz ktoś mu przyniesie w prezencie radiowóz z syreną, to nie wiem co zrobię...).

Przez kilka pierwszych dni włączałam Adrianowi na ten czas bajki lub pozwalałam pograć w grę na komputerze czy tablecie. Niezbyt mi się to podobało, bo gdy np. nie udało mi się odłożyć Maksa za pierwszym razem (ma teraz etap zasypiania na mnie, na co mu pozwalam, bo kończymy karmienie piersią i w ten sposób mały rekompensuje sobie potrzebę bliskości) i musiałam potrzymać go jeszcze chwilę, cały proces trwał nawet godzinę... A Adi wtedy korzystał swobodnie z dostępu do multimediów, tępo oglądając bajkę za bajką lub grając w grę. Po odłożeniu małego jako pierwsze zaś musiałam nadrobić zaległości domowe (pranie, obiad itp.) i dopiero po chwili mogłam czynnie się pobawić z Adrianem.

Zbawieniem na matczyne wyrzuty sumienia okazała się być masa plastyczna Easy Stationery, którą otrzymałam do testowania. Zestaw Lodziarnia to przede wszystkim fantastyczna maszynka do lodów, które to można wyciskać w najróżniejszych kształtach (2 paski szablonów), wyciskarka cylindrowa, pucharki, miseczki i inne gadżety, wśród których furorę zrobiła... patelnia do robienia gofrów ;). W opakowaniu znajduje się także sześć kolorów masy plastycznej z wytłoczonymi w pokrywkach foremkami. Pięć dodatkowych pojemniczków natomiast zawiera masę z brokatowymi drobinkami, z czym się wcześniej nie spotkaliśmy i co wywołało radość u Adriana, który po mamie uwielbia wszystko, co się świeci ;).



W weekend podczas drzemki Maksa bawimy się tym zestawem wspólnie - i ja, i mąż uwielbiamy wyżywać się artystycznie. Ja to od zawsze uwielbiałam plastelinę i modelinę, a że takich mas plastycznych za mojego dzieciństwa nie było, tak teraz odbijam sobie do woli. Polecam wszystkim zestresowanym - takie lepienie z miękkiej i przyjemnie pachnącej masy jest szalenie relaksujące!




Z maszynki do lodów można wyczarować własne, kolorowe lody włoskie!




Któregoś dnia, gdy odłożyłam Maksa, Adi zawołał mnie na gofrową ucztę :)


Masa Easy Stationery jest bardzo miękka - nie trzeba jej jakoś specjalnie ugniatać po wyjęciu z pudełeczka, praktycznie od razu nadaje się do lepienia i nie trzeba używać siły, by ją rozgnieść i rozmiękczyć, co zdarzało nam się przy innych ciastolinach. Nie kruszy się, zamykana w pudełeczkach nie twardnieje. Ma bardzo przyjemny, słodkawy zapach, który mój Adi porównał do czekolady. Kolory są bardzo żywe i można je łatwo mieszać, tworząc własne wariacje. Co ważne - nie brudzi rąk i jest produktem nietoksycznym.


I tak przymusowa drzemka Maksa z negatywu stała się pozytywem, bo teraz na hasło "Ok, Maks idzie spać", Adi przynosi sobie stoliczek, krzesełko i zestaw Ciastokreacji i przez godzinę bawi się samodzielnie, spełniając się twórczo i manualnie, rozwijając motorykę i wymyślając dla mnie coraz to inne desery oraz pucharki lodowe, na których widok (i zapach!) cieknie ślinka. Każda mama wie, jak cenna jest godzina, podczas której dziecko jest zajęte i nic od nas nie chce ;). Masa Easy Creative zapewni Wam nie tylko godzinę! Polecam!

sobota, 15 lipca 2017

Kasza owsiana z warzywami

Zobaczyłam ją w sklepie całkiem  niedawno. Kasza owsiana, pełne ziarno. Uwielbiam płatki owsiane i otręby, wiedziałam więc, że muszę spróbować. Połączyłam ją z ulubionymi warzywami i zrobiłam obiad w 15 minut.

Składniki:
 - 2 paczki kaszy owsianej,
- marchewka
- brokuł,
- groszek,
- pieczarki, 
- cebula,
- czosnek,
- szklanka wywaru z rosołu lub z zupy jarzynowej,
- sos sojowy, 
- ulubione przyprawy.

Kaszę owsianą wrzucić do wrzątku i gotować przez 15 minut. W tym czasie podsmażyć cebulę z czosnkiem na odrobinie oleju i dorzucić warzywa. Po zarumienieniu podlać całość wodą, zmniejszyć gaz i przykryć. Ugotowaną kaszę dodać do warzyw i dolać wywar. Dusić do momentu, aż wywar wsiąknie w kaszę i całość zrobi się taka kleista. Doprawić solą, pieprzem i sosem sojowym.

Ja użyłam warzyw, które akurat miałam w lodówce i zamrażarce, ale spokojnie można dać inną ulubioną mieszankę. Jako surówka na moim talerzu jest kiszona marchewka. Cóż, uwielbiamy ;).

To świetna wersja popularnego risotto czy kaszotto. Po jaglance i kuskusie przyszedł czas na kaszę owsianą. W smaku - zaskakująca, bo nieco inna, niż płatki owsiane, bardziej orzechowa. Pełnowartościowy posiłek bezmięsny, za to z dużą zawartością białka, błonnika i witamin z grupy B.





wtorek, 11 lipca 2017

Zlot pojazdów militarnych w Darłowie

W miniony weekend zaliczyliśmy coroczny zjazd militariów w Darłowie. W tym roku był to jubileuszowy, XX-ty zlot, co dla mnie jest niesamowite, bo jako dziecko byłam na drugim lub trzecim zlocie, a tu już dwudziesty! Latka lecą :).

Dla Adriana była to pierwsza taka impreza, pojechał na nią z własnym czołgiem zabawkowym i nie mógł się napatrzeć na te prawdziwe.





Moje dziecko po raz pierwszy stanęło przed dylematem: być czy mieć, nowe przeżycie czy nowa zabawka. Mógł otrzymać na pamiątkę mową zabawkę militarną (czołg, karabin itp.) lub wrócić do domu z nowym doświadczeniem - przejażdżką hamerem po błocie. Niesamowite było obserwowanie, jak zastanawia się nad podjęciem właściwej decyzji. Wiadomo, że chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko, ale w życiu nie ma tak łatwo :). Sama byłam ciekawa, co wybierze i jestem z niego bardzo dumna, bo wybrał przejażdżkę z tatą! I nie żałował, bo w końcu utknęli w tym błocie i musiał wyciągać ich czołg... Taka atrakcja! Czołgiem też można było się przejechać, ale turyści byli na nim ochlapywani błotem, wybraliśmy więc większe zło, a i tym lepiej, bo hamer jeździł szybciej. 
Adrian nowe doświadczenie przeżywał cały wieczór, a wieczorem, gdy na dobranoc rozmawialiśmy o tym, co fajnego się wydarzyło, powiedział, że nigdy o tym nie zapomni :). Wzruszenie złapało mnie za serce, bo nowa zabawka leżałaby już gdzieś w kącie, a taki pierwszy raz zostanie mu na długo, jeśli nie na zawsze.


Darłowo, a właściwie Darłówko, ma uroczą plażę:


I tym sposobem zaliczony kolejny punkt z wakacyjnej listy rzeczy do zrobienia - wycieczka, pierwsza, ale nie ostatnia tego lata.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...