czwartek, 25 maja 2017

Duolingo - aplikacja do nauki angielskiego

Języka angielskiego uczyłam się tak naprawdę przez dwa lata we wczesnej podstawówce (jako zajęcia dodatkowe) i trzy lata liceum na poziomie podstawowym. Przez wszystkie szkolne i studenckie lata uczyłam się języka niemieckiego i to z niego zdałam maturę. Jednak moja znajomość niemieckiego jest dość słaba, z powodu braku praktyki właśnie. Natomiast po angielsku od lat oglądam filmy i czytam książki. Nie mam też problemu z porozumiewaniem się w tym języku, choć jestem świadoma błędów, jakie popełniam. Co  jakiś czas miewam zapędy typowo szkolne - postanawiam wykuć na blachę całą gramatykę, tak by nie mylić czasów. Kończy się jednak na tym, że po kilku dniach odpuszczam, bo są ważniejsze rzeczy. Ciężko mi też rozłożyć się z książkami przy dzieciach. 

Gdy usłyszałam o aplikacji do nauki języków na telefon, pomyślałam w pierwszej chwili, że to nie dla mnie. Ja lubię papier, lubię robić notatki, zaznaczać na kolorowo ważne rzeczy itp. Jednak wiedząc, jak szalone są moje dni na macierzyńskim, postanowiłam spróbować. 

Duolingo jest bardzo prostą w obsłudze aplikacją. Na początku wypełniamy test, który określa nasz poziom znajomości języka i ustalamy minimum codziennej nauki. U mnie są to dwie 5-minutowe lekcje. Można oczywiście robić więcej. Za każdą odpowiedź dostaje się punkty, ale ja na to akurat nie patrzę.

Na podręcznik do angielskiego nie zawsze mam czas. Telefon mam zawsze przy sobie - na spacerze z dzieckiem, gdy Maks ucina sobie drzemkę u mnie na klacie, gdy czekam w kolejce do lekarza... Takim oto sposobem znajduję czas na lekcje angielskiego codziennie od 50 dni! Czasem w dzień mi się nie udaje i lekcję robię tuż przed pójściem spać, leżąc już w łóżku, ale nie odpuszczam. 


Wśród lekcji występuje pisanie ze słuchu po angielsku, tłumaczenie ze słuchu na polski, tłumaczenie w obie strony z tekstu napisanego, wybór słów do tłumaczenia z zaproponowanych, a także czasem... poprawna wymowa słówek po angielsku. 

Duolingo przypomina nam o lekcji codziennie po upływie 24 h od ostatniej.
Poza nową lekcją proponuje też powtórkę czegoś, czego już się nauczyliśmy, co jest bardzo korzystne. 


Aplikacja jest bezpłatna i nie zajmuje dużo miejsca w telefonie. Można też podglądać postępy innych - obserwujemy z mężem nawzajem swoją - jemu czasem się nie chce i zostawiłam go daleko w tyle ;)


poniedziałek, 22 maja 2017

Wiosenne testowania

Nowości na mojej kosmetycznej półce pojawiło się ostatnio wiele. Z hitów - fantastycznie nawilżający usta błyszczyk z AA.













Nowością na rynku jest kozie mleko modyfikowane. Próbki przyszły akurat na czas, pomału odstawiam Maksa od piersi i czas wprowadzić mleko modyfikowane. Ciekawe, które mu zasmakuje? :)


niedziela, 21 maja 2017

Zlot Foodtruck-ów w Słupsku

W ten weekend odbył się w naszym mieście zlot Foodtruck-ów. Można by rzec nawet, że mini zlot, bo samochodów oferujących różnorakie jedzenie było około 12, ale zawsze to jakieś urozmaicenie weekendu :). Pogoda nie dopisała, bo w połowie dnia temperatura spadła o 10 stopni (z 25 do 15!) i było bardzo zimno, ale wesoło.


Adi uwielbia takie miejskie imprezy i szalał bez końca. Z atrakcji dla dzieci - można było wsiąść do radiowozu policyjnego, powiedzieć "cześć mama" przez megafon i włączyć syrenę, co też mój syn uczynił z ochotą.



Można było popuszczać ogromne bańki (Słupskie Bańki Mydlane) - to była frajda zarówno dla dużych, jak i małych; dotknąć szybowca, obejrzeć spadochrony i latające drony.


Ja osobiście bardzo rzadko jadam coś gotowego na mieście, ale skusiłam się na belgijskie frytki, mąż jeszcze na jakąś mega pikantną tortillę, która podobno piecze dwa razy ;). Spróbowałam - na moją tolerancję ostrości poziom pikantności tortilli był średni, według Tomka była bardzo ostra.





Brakowało mi stoiska z lodami, ale ogólnie fajna impreza, choć mogłaby być większa. Hostessy rozdawały dzieciom książeczkę z bajką o Słupskim Chłopczyku - została odczytana wieczorem i Adrianowi się bardzo podobała!


Impreza trwa do dziś, polecam się wybrać.

sobota, 20 maja 2017

Jak dbać o związek po narodzinach dzieci

Nawet u par, które zazwyczaj się nie kłócą, przychodzi taki moment, gdy zaczyna się w związku krwawa jatka i walka o przetrwanie.

Ten moment to narodziny dziecka.

W dotychczasowym poukładanym życiu pojawia się ktoś trzeci. Ktoś mały, a jakże wielki :). Kobiety po porodzie walczą z huśtawką nastrojów, zahaczając czasem o baby blues lub nawet depresję poporodową. Zazwyczaj jednak radzą sobie z przystosowaniem do nowej roli całkiem dobrze (chociaż wydaje im się inaczej!), bo tak je stworzyła natura. Moim skromnym zdaniem zaś permanentnego baby blues'a mają... mężczyźni! A przynajmniej mój mężczyzna takowego wielkiego po pierwszym dziecku i mniejszego po drugim baby blues'a miał. Zazwyczaj zgodni, nagle zaczęliśmy się kłócić o byle co, długo i namiętnie :). Trwało to przez jakiś czas, po narodzinach drugiego dziecka też zdecydowanie krócej, ale nauczyło nas to jednego.

O związek trzeba dbać.

Gdy pojawiają się dzieci, nie ma czasu na flirt i chemię. Jest cała masa nowych obowiązków, stresów, nerwów ('czemu on nie śpi tyle godzin - na pewno coś mu jest', łamane przez 'czemu on śpi już tyle godzin - na pewno coś mu jest'), wieczne niewyspanie, jedzenie w biegu i na zimno, a także kompletny brak czasu dla siebie. O ile wcześniej wszystko układało się samo, teraz trzeba naprawdę zacząć dbać o siebie nawzajem.

Co pomaga w utrzymaniu pozytywnych relacji w małżeństwie?

1. Mąż obecny przy porodzie

Będę to zawsze powtarzać. To wsparcie, które procentuje przez lata. O tym, do czego może przydać się mężczyzna przy porodzie pisałam w tym artykule.

2. Wyjście we dwójkę

Na kolację, do kina, do teatru, a najlepiej tu i tu. Wyjście tylko we dwoje, jak często się da - u nas udaje się w co drugi piątek. Kładziemy dzieci spać, zostaje z nimi babcia, a my wychodzimy.

3. Wolny wieczór 

Nic tak dobrze nie wpływa na psychikę rodziców, jak świadomość, że w końcu fajrant, w końcu dzieci poszły spać... Nasze dzieci śpią już o 19 w najlepszych momentach, co daje nam całe 5 godzin 'wolnego' do północy, o której to zazwyczaj chodzimy spać. Pięć godzin! Bajka ;). Czasem, gdy zdarzy się, że później skądś wrócimy lub mamy gości, chłopcy idą spać najpóźniej o 21 i wtedy już nie jest tak różowo, dlatego ściśle trzymamy się wieczornego rytuału.

4. Wieczory filmowe

To coś, co nas łączy - uwielbiamy razem oglądać filmy i robić sobie maratony serialowe. 

5. Wspólne pasje

Jesteśmy z Tomkiem parą przeciwieństw, lubimy inne rzeczy. Ja najbardziej relaksuję się czytając, on majsterkując przy samochodzie. Jednak mamy punkty styczne, które co jakiś czas się zmieniają. Obecnie jest to nauka angielskiego z aplikacją Duolingo, bieganie, chudnięcie ;). Motywujemy się nawzajem, wspieramy, a także rywalizujemy, co daje nam niezłego kopa do działania.

6. Podział obowiązków 

W naszym domu panuje równy podział obowiązków - mąż nie pomaga w domu - on zajmuje się domem, w którym mieszka, w taki sam sposób jak ja. Poza gotowaniem (to robię głównie ja), resztą po prostu się wymieniamy. Tak samo jest z opieką nad dziećmi - Tomek zajmuje się nimi tak samo jak ja (pisałam o tym tu). Wiem, że są pary, w których on ma za zadanie jedynie iść do pracy i z niej wrócić, po czym ma wolne, a ona ma na głowie cały dom, dzieci, zakupy itp. U nas tak nie jest, dzielimy się wszystkim w zależności od potrzeby.

7. Rozmowy

To jest najważniejsze - trzeba ze sobą rozmawiać. Co dzień opowiadamy sobie nawzajem, co wydarzyło się u drugiego, dzielimy radościami i troskami. 

Jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, bawią nas i wkurzają te same rzeczy. Doceniamy swoje zalety, tolerujemy swoje wady (powiedzmy...). Stoimy po tej samej stronie barykady i trzymamy sztamę. Tylko działając w komitywie jesteśmy w stanie ogarnąć naszych nad wyraz energicznych potomków i nie zwariować :).

Wspólnie tworzymy naszą domową bajkę. Ciągle zdziwieni, jak z pary szalonych nastolatków staliśmy się statecznym małżeństwem z dwójką dzieci i kredytem. Jesteśmy rodzicami, ale jesteśmy także małżeństwem, kobietą i mężczyzną. Rodzina jest dla nas wszystkim, ale wszystkim jesteśmy także my dwoje - dla siebie nawzajem i nie chcemy o tym zapominać.

Aby dobrze funkcjonować jako rodzina, musimy dobrze funkcjonować jako para. 

I o to dbamy każdego dnia.










piątek, 19 maja 2017

Kosmetyki z drogerii Hebe - testowanie

Gdy dostałam maila od Streetcom z informacją, że zostałam ambasadorką Hebe, nie mogłam doczekać się paczki! Po kilku dniach przyszła, a w niej...



... same cudeńka - pełnowymiarowe kosmetyki!


I to nie koniec!


Z milion próbek - któż ich nie lubi?! :)


Testowanie czas zacząć - ogłaszam weekend pod znakiem łazienkowego SPA. Niepełnoletnim i brodatym wstęp wzbroniony! ;)

poniedziałek, 15 maja 2017

Do pana, który chciał mnie przepuścić w kasie...

Po długim i ciężkim dniu, czyli takim jak co dzień na macierzyńskim ;), udałam się na planowe tzw. wychodne, to jest zakupy do pobliskiego dyskontu. Nie udało mi się wymknąć ukradkiem, Adi przyczepił się do mojej nogi i zażądał możliwości współtowarzyszenia mi, zapewne mając nadzieję na zakup czegoś z ilością cukru w składzie przyprawiającą mnie o zawał. 

Poszliśmy. 

Koszyk szybko został zapełniony, synek dostał małe co nieco, ale widać to było mało na jego możliwości i co chwila jęczał mi o coś innego. Dowlekliśmy się do długiej kolejki i stanęliśmy w niej. Adi w tym czasie sięgał po kolejne psujące zęby diabelskie wynalazki, pytając czy może to lub tamto, a ja odpowiadałam mu "nie możesz", "nie, kochanie", "nie, masz w domu" i tak milion pięćset razy na minutę. Nie byłam świadoma tego, jak wyglądam, ale chyba musiałam wyglądać na mega zmęczoną i niewyspaną, żeby nie powiedzieć 'wymiętoloną przez dzień', bo nagle słyszę skierowane ku mnie słowa: 

- Proszę, może pani stanąć przede mną. 

Spoglądam na nadawcę, stoi sobie mężczyzna mniej więcej w moim wieku, w ręku trzyma dwie rzeczy, koszyka brak. Zerkam na mój koszyk wypełniony po brzegi spożywką, uśmiecham się do pana i mówię:

- Oj dziękuję, ale mamy pełny koszyk... Wytrzymamy.
- Na pewno? - pyta pan.

"Cholera, chyba nie zmyłam jeszcze makijażu?" - próbuję sobie przypomnieć, bo dni mi się mieszają i być może przez pomyłkę zmyłam go przed wyjściem do sklepu zamiast po powrocie z niego? To by tłumaczyło jego chęć ulżenia mi w żywocie matki Polki.

- Na pewno, dziękuję bardzo - uśmiecham się.
- Ok - odpowiada on.

Przyznam, że sklepowy rycerz poprawił mi humor. Jak miło, że niektórzy ludzie zauważają innych i chcą im bezinteresownie pomóc, nawet jeśli jest to tylko przepuszczenie w kolejce umęczonej mamy z jęczącym przedszkolakiem u boku. Może też miał takiego przedszkolaka w domu?

środa, 10 maja 2017

Mamo - znajdź czas dla siebie!

Gdy kobieta zostaje matką, wkracza w najpiękniejszy, ale i najtrudniejszy czas w życiu. Pisałam o tym TUTAJ. Dzieci wymagają ciągłej opieki, nierzadko przez 24 godziny na dobę. Pewnie każdej mamie zdarzają się nieprzespane noce, albo 4 godziny snu na dobę, bynajmniej nie w ciągu. Tak bardzo jesteśmy zajęte dziećmi, domem, wypełnianiem codziennych obowiązków, że zapominamy o sobie.

Znasz to? Stajesz się mistrzynią w organizacji czasu level hard, wykonując każdego dnia więcej czynności, niż zwykły śmiertelnik mógłby sobie wyobrazić. Ba - codziennie tych samych i nierzadko powtarzających się kilkukrotnie w ciągu dnia. A gdy wieczorem położysz już dziatwę spać, zjesz pierwszy tego dnia posiłek w spokoju (i na siedząco!), ogarniesz pobieżnie domostwo (albo przynajmniej utorujesz drogę do wszystkich pomieszczeń) to... jedynym o czym marzysz jest sen. 

I tak dzień za dniem. 

Niestety po jakiś czasie zwyczajnie masz dość. Stajesz się nerwowa, wszystko cię irytuje, nie masz ochoty na nic i chciałabyś jedynie, żeby wszyscy dali ci święty spokój. Tak na trzy dni co najmniej. 

Dzieje się tak dlatego, że w planie perfekcyjnie wypełnionego obowiązkami dnia nie umieściłaś ważnej rzeczy - czasu dla siebie. A jest on BARDZO ważny. Wróć! 

CZAS DLA SIEBIE JEST NIEZBĘDNY, ABY PRAWIDŁOWO FUNKCJONOWAĆ.

Może być bardzo krótki, może być wykorzystany bardzo efektywnie lub spędzony na błahostkach. Tylko żeby był. Każdego dnia znajdź chwilę na zrobienie czegoś, co lubisz. Albo na tzw. 'nicnierobienie'. Nie szukaj wymówek, nie bierz się w takiej chwili za nadrabianie zaległości w obowiązkach. Nie da się zrobić wszystkiego - coś do zrobienia zawsze będzie, a jednak niekoniecznie musisz to wszystko zrobić dziś.

Daleko mi do perfekcyjnej pani domu, jednak lubię ład i porządek, przez co często wpadam w rytm sprzątania bez przerwy. Gdy łapię się na tym, że ciągle coś poprawiam, zbieram, układam, prasuję itp., mówię sobie pass. To nie o to chodzi w życiu, a już na pewno nie o to chodzi  mi, żeby ciągle (i nadaremno!) robić coś, co jest tak naprawdę nieważne. Co nie przybliży mnie w żaden sposób do osiągnięcia celów - zawodowych, rozwojowych, sportowych. Co nie przybliży mnie do spełnienia marzeń ani do tego, że będę szczęśliwsza. 

Dlatego tak ważne są dla mnie 'wolne' wieczory (jak je mieć, pisałam tutaj), kiedy to przestaję być wołaną co 5 sekund mamą, a znów jestem sobą. Z każdego takiego wieczoru wyciągam, ile się da. Blog, angielski, książki, filmy, ćwiczenia, bieganie, to tylko niektóre z moich ulubionych zajęć. One pozwalają mi odetchnąć, zregenerować umysł, nabrać energii na kolejny dzień. Gdy kładę się spać, nawet późno, mam satysfakcję, że z tego zabieganego dnia wyciągnęłam także coś dla siebie, a następnego dnia wstaję z uśmiechem. 

Nie zrozum mnie źle, sen też jest bardzo ważny. Nie raz i nie dwa chodzę spać tuż po dzieciach. Chociaż 'chodzę' to nie jest właściwe określenie, czasem po prostu padam, resetuję się ze zmęczenia, kładę głowę na poduszkę i tracę kontakt z rzeczywistością w 2,5 sekundy. Ale wtedy nie ma opcji, żebym kolejnego wieczoru zrobiła to samo. Więcej jak 48 godzin bez chwili dla siebie nie wytrzymam. A nie chcę, żeby wywieźli mnie w kaftanie ;). Dla własnego zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa wszystkich wokół :) - pamiętam o sobie.

Droga Mamo, każdego dnia zrób coś dla tej fantastycznej osoby, którą jesteś, a ona odwdzięczy ci się niezmierzonymi pokładami cierpliwości, zaprzestaniem produkcji siwych włosów i zmarszczkami jedynymi z akceptowalnych - mimicznymi, od uśmiechu!

Dbaj o siebie. Musisz mieć energię, by dbać o innych :).  

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...