sobota, 30 kwietnia 2016

Nawilżany papier toaletowy Velvet - testowanie

Otrzymałam do przetestowania nowość na rynku - nawilżany papier toaletowy. 

Trzy rodzaje, w opakowaniach przypominających chusteczki nawilżające, ale z twardym wieczkiem, ułatwiającym otwieranie i zamykanie jednym ruchem. Najbardziej przypadł mi do gustu papier Pure - jest kompletnie bezzapachowy i ma najlepszy skład, bez zbędnych dodatków chemicznych. Junior ma zapach brzoskwiniowy, trzecim rodzajem jest rumiankowy.

Papier jest nieco delikatniejszy niż chusteczki i nieco mniej nawilżony, co jest plusem. Najważniejszą jednak jego zaletą jest biodegradowalność - możemy go wrzucać do toalety, gdyż rozpuszcza się w wodzie. Szczególnie polecam rodzicom, których dzieci przechodzą właśnie trening czystości i próbują samodzielnie radzić sobie tam, gdzie król chodził piechotą. Zwykły papier jest trudny w użytkowaniu dla małych brzdąców, chusteczki nawilżane są zbyt mokre i za miękkie, natomiast papier Velvet jest idealny. Sprawdza się także w podróży. 
Polecam.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kwiecień - plecień...

I tak nam przeplata dni dobre z gorszymi, słoneczne z deszczowymi...

Posłuszeństwa odmówił mój ukochany nowy aparat - czasem nie chciał się włączyć. Poszedł do reklamacji, po dwóch tygodniach wrócił z naprawy i niby działał, ale już dwa razy ponownie nie chciał się włączyć. Szkoda mi się go pozbywać znów na 2 tyg, ale chyba nie będzie wyjścia...

Na początku kwietnia w przedszkolu padło hasło: świerzb (jeden przypadek) i polecenie obserwacji dziecka... Mnie od razu zaczęło wszystko swędzieć i kilka razy dziennie obserwowałam Adriana. W przypływie paniki zostawiłam syna w domu na półtora tygodnia (i tak miał katarek), po czym dowiedziałam się, że to jednak fałszywy alarm, u tamtego dziecka to była alergia. Uff...

Ja obecnie jestem na antybiotyku i kaszlę masakrycznie, a Adrian od poniedziałku też w domu, z wahającą się gorączką. Byliśmy u pediatry - albo się coś z tego wykluje, albo zwalczy... Przy gorączce wpadam w panikę, bo Adi miał ją w swoim życiu dosłownie dwa razy.

Za to pogoda trochę się poprawia, co skutkuje dłuższymi spacerami.

środa, 27 kwietnia 2016

wtorek, 26 kwietnia 2016

Szafa gra

Wyprawka wyprana, poprasowana, leży już ładnie poskładana w pięknej nowej szafie, którą sama zaprojektowałam, a którą mój kochany mąż zrobił własnoręcznie, z pomocą synka oczywiście.




Wszyscy pukają się w czoło - po co mi kolejna szafa? Otóż uwielbiam szafy i doskonale pasują one do naszego mieszkania. Pokój chłopaków jest długi, szafa delikatnie go skraca, w pozytywnym sensie. W tych krótszych drzwiczkach są półki, na dole szuflady.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Pranie nowych ubrań

Skorzystałam z ostatnich słonecznych dni i zrobiłam tydzień wielkiego prania. Od zimowych kurtek, przez rzeczy rzadko używane (koce itp.), ubranka po Adrianie przechowywane w workach próżniowych, aż po nową wyprawkę. 

Nie jest to może zbyt ekologiczne, ale w naszym domu pralka chodzi pranie co dzień... Wiadomo jak to przy małym dziecku :). Mam też w zwyczaju prać rzeczy całkiem nowe, prosto ze sklepu, czym często zdumiewam mamę i babcię. Po co - przecież to nowe?



Robię tak z kilku powodów. Na metkach producenci oprócz instrukcji prania często zamieszczają napis "Wyprać przed pierwszym użyciem", głównie z powodu tego, iż materiały bywają konserwowane utrwalaczami kolorów i różnymi środkami chemicznymi, np. chroniącymi przed wilgocią. Wszystkie mogą być uczulić i spowodować wysypkę na wrażliwej skórze. 

Przy pierwszym praniu często wychodzą też ewentualne wady materiałów. Jeśli zastosujemy się do instrukcji prania, a mimo to ubranie skurczy się, rozciągnie, puszczą szwy bądź odbarwi się kolor - reklamacja na pewno zostanie rozpatrzona pozytywnie. 
 
Od zawsze miałam manię czystości i prałam odzież z obawy przed tym, ileż osób mogło ją wcześniej dotykać, przymierzać itp. Czarę przelała też praca w butiku z odzieżą - na własne oczy widziałam, ile razy jedna sztuka odzieży jest mierzona, ile czasu wisi na wieszaku - zwyczajnie się kurząc, po czym niesprzedana leży w magazynie, gdzie czeka do kolejnego sezonu... A wcześniej przecież przeszła przez produkcję, ręczne wszywanie dodatków, ktoś ją zapakował, wysłał, ktoś rozpakował... Dodatkowo wiele sklepów przyjmuje też zwroty ubrań (wymiany na coś innego bądź inny rozmiar), które de facto zostały już przez kogoś ubrane, noszone... Nie są one prane, tylko wykładane ponownie na półkę. 

Rzecz nowa nie musi być więc wcale taka nowa, o czym warto pamiętać.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Beata Pawlikowska "Księga kodów podświadomości"

Jest to II tom z serii "W dżungli podświadomości".



Napisana lekkim językiem, przeplatana prostymi przykładami tłumaczącymi naukowe definicje. Pawlikowska porównuje podświadomość do programu operacyjnego, zarządzającego genialnym komputerem, jakim jest nasze ciało.

Wszystko, czego doświadczamy, zostaje zapisane w naszej podświadomości, czy tego chcemy, czy nie. Działa ona za pomocą kodów i sygnałów, tak sprytnie nam wysyłanych, że nie jesteśmy ich świadomi. Nie mamy dostępu do naszej podświadomości, bo też i nie możemy go mieć - jest to zbyt wielka baza danych i taki dostęp do nadmiaru wiedzy mógłby nas przytłoczyć. Dla naszego zdrowia psychicznego podświadomość ogranicza nam wiele rzeczy, wiele też narzuca - ponieważ może być wrogiem lub przyjacielem - wszystko zależy od tego, jak została zaprogramowana.

Destrukcyjne zachowania u niektórych ludzi są właśnie wynikiem zakodowanych, najczęściej w dzieciństwie, doświadczeń. Dlatego też dzieci wychowywane w domu pełnym przemocy, pomimo opuszczania go ze świadomym przeświadczeniem o pragnieniu stworzenia domu pełnego miłości, bardzo często ponawiają model, w którym się wychowali. Nie robią tego przecież świadomie, po prostu takie zachowanie podsuwa im podświadomość.

--------------------------------------------------------
"(...) podświadomość rządzi wszystkim co robisz, myślisz i czujesz" (s.15)
--------------------------------------------------------

Jeśli nosimy w sobie błędne kody, będziemy działać auto-destrukcyjnie. Jeśli natomiast kody są poprawne, bądź też nauczymy się zmieniać te fałszywe w lepsze, osiągniemy stan równowagi.

--------------------------------------------------------
"(...) jeżeli twoja podświadomość będzie przekonana o tym, że jesteś pełnowartościowym człowiekiem (...), to nie będzie ci podsuwała strachu przed zmianą, tylko będzie zachęcała do odwagi, żeby spróbować czegoś nowego. Będzie ci dodawała siły, zamiast ją odbierać." (s.41)
------------------------------------------------------

Ciekawa pozycja dla osób rozpoczynających przygodę z rozwojem osobistym.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Kasza manna

Kaszę mannę doskonale pamiętam z dzieciństwa. W dorosłym życiu na nowo odkryłam ją trzy lata temu, podczas wprowadzania w dietę Adriana glutenu. Całkiem zapomniałam, że ta zrobiona na mleku, z dodatkiem miodu i owoców, jest po prostu pyszna. Synek na szczęście szybko ją polubił. Mąż za to ma traumę z dzieciństwa i nie da się go do niej przekonać :).

Nie kupuję gotowych jednorazowych paczuszek, które wystarczy zalać mlekiem - zawierają one zbyt wiele chemicznych dodatków. Adi mleko krowie pije dopiero od niedawna, wcześniej kaszę gotowałam na wodzie na gęsto, a następnie rozrzedzałam odrobiną mleka modyfikowanego. Teraz gotuję ją na mleku - błyskawiczną 3 minuty, zwykłą trochę dłużej. Zazwyczaj dodaję do niej zdrowe dodatki, które akurat mam pod ręką - rodzynki, siemię lniane, sezam, jagody goji.


Powstaje ona ze zmielonych najdrobniejszych ziaren pszenicy, zawiera witaminy z grupy B, kwas foliowy, potas, magnez, żelazo i dużą ilość jodu. Jest bardzo lekkostrawna, a przygotowana na gęsto, z odrobiną domowego syropu lub dżemu, będzie świetnym, zdrowym deserem. 

sobota, 9 kwietnia 2016

Nicci French "Kraina życia" - recenzja

Thriller psychologiczny stworzony przez małżeństwo dziennikarzy, piszących pod wspólnym pseudonimem. Kilka lat temu dostałam w prezencie inną książkę tej pary, gdy więc zobaczyłam w bibliotece kilka innych pozycji tych autorów, bez wahania zgarnęłam wszystkie. 



"Abbie Devereaux budzi się w obcym miejscu, w zupełnych ciemnościach i w centrum prawdziwego koszmaru. Kobieta ma skrępowane ręce i nogi oraz kaptur na głowie. Porywacz zapewnia ją, że na razie nic jej nie grozi, ale nadejdzie dzień, w którym podzieli los pozostałych jego ofiar. Abbie wie, że niechybnie oznacza to śmierć. Przerażona ucieka z pułapki. Jednak to nie koniec dramatycznych wydarzeń. Policja nie wierzy w jej opowieść, a ona czuje się obserwowana..."

Już zam początek wprowadza nas w mroczny klimat. Bohaterka zostaje dosłownie ubezwłasnowolniona przez porywacza, a do tego ma luki w pamięci. Te luki będzie systematycznie uzupełniać już po ucieczce. Nie do końca wiadomo kto jest kim, tym bardziej więc zaskakuje zakończenie. 
Muszę przyznać, że widać tu idealne połączenie męskiego i kobiecego spojrzenia na życie i kwestie z nim związane. Dla kogoś, kto nie lubi analizy psychologicznej bohaterów niektóre fragmenty mogą wydawać się przydługie i zbędne - mnie jednak one tym bardziej ciekawiły. Poznajemy wszystkie myśli głównej bohaterki, co pozwala całkowicie zatopić się w fabule książki. Idealna na ciemną, deszczową noc.

Warto po nią sięgnąć.

sobota, 2 kwietnia 2016

Zupa - krem z pora

Jedną z moich ulubionych szybkich zup jest krem z pora. To także idealna zupa na wiosnę - por odtruwa i odkwasza organizm, zawiera m.in. witaminy A, C, E, B, 10% białka i żelazo, a przy tym jest niskokaloryczny (25 kcal / 100g).

Składniki: 
- duży por
- 2 ziemniaki
- marchewka
- korzeń pietruszki
- ząbek czosnku

Por pokroić w krążki, podsmażyć (właściwie poddusić) na odrobinie oleju. Resztę warzyw pokroić w kostkę, wrzucić do garnka z wodą. Dodać por, gotować na średnim ogniu przez około 30 min. Doprawić do smaku - ja używam soli, pieprzu, domowej wegety i curry. Odlać nadmiar wywaru do szklanki, zmiksować na gładki krem, w razie potrzeby uzupełnić odlanym wywarem. Bezpośrednio przed spożyciem można dodać łyżeczkę jogurtu. 

Jeśli zostanie sam wywar, można go użyć do drugiego dania, bądź zamrozić jako bazę do innej zupy.


piątek, 1 kwietnia 2016

Jak czytać więcej książek

W tym roku, po raz pierwszy w życiu, postanowiłam notować liczbę przeczytanych miesięcznie książek. Zapisuję wszystkie 'lekkie' powyżej 300 stron, bo inne to 'łykam' w godzinę lub dwie, oraz wszystkie naukowe. Średnia ilość na miesiąc od stycznia to 12. Jak udaje mi się tyle czytać?

Może się wydawać, że nic nie robię, tylko cały dzień siedzę i czytam. Ach, za mną takie piękne czasy, gdy czytałam nawet przy stole na imieninach u babci, na nudnych lekcjach w szkole (ukrywając książkę pod zeszytem), czy zamykałam się na weekend w pokoju z jakąś niesamowitą powieścią...

Niestety w dorosłym życiu nie ma tak dobrze, zwłaszcza odkąd na świecie pojawił się Adi :). Nie lubię jednak marnować czasu i zawsze mam przy sobie jakąś książkę, która niejednokrotnie ratuje mi życie. Czytam, gdy zdarza mi się jechać do pracy autobusem, w poczekalni do lekarza, w kolejce w banku itp, oczywiście także w wannie... Regularnie czytam wieczorem przez jakąś godzinę, gdy mąż kąpie synka, i gdy po wieczornym czytaniu bajki on zasypia a ja siedzę przy nim, oraz tuż przed pójściem spać. Jednak oboje z mężem uwielbiamy wieczory filmowe, nie wszystkie poświęcam więc książkom. W weekend czytam także podczas drzemki syna oraz na placu zabaw. 


Przede wszystkim im więcej czytamy, tym czytamy szybciej. Osobiste rekordy biłam na studiach filologicznych. Wtedy też, aby mieć czas przeczytać cokolwiek co chciałam, musiałam najpierw przeczytać całą listę książek koniecznych, aczkolwiek niekoniecznie przeze mnie chcianych :). Najmniej natomiast czytałam w pierwszym roku rozkręcania własnej działalności gospodarczej i później niestety widziałam tego efekty. Czytanie redukuje stres - gdy go brakowało, stres się potęgował.

Póki co sięgam tylko po wersje papierowe. Przymierzam się do zakupu czytnika, ale jakoś tak nie jestem przekonana... Pewnie dlatego, że uwielbiam biblioteki, uwielbiam grzebać między półkami, rezerwować najbardziej poczytne tytuły i czekać na swoją kolej. Panie z moich ulubionych bibliotek znają mnie po imieniu, przymykają oko na przetrzymanie bądź same przedłużają mi pozycje, ale też zatrzymują pod biurkiem najlepsze kąski, które akurat wróciły :). Lubię też wymieniać się książkami ze znajomymi. Nie mam też czasu na audiobooki, choć uważam to za fajną alternatywę.

Jednocześnie czytam co najmniej dwie książki, z których jedna jest powieścią, kryminałem itp., a jedna czymś bardziej ambitnym, przeważnie z dziedziny psychologii i pedagogiki obecnie (rozwój osobisty i rodzicielstwo). Literaturę lekką oczywiście czyta się szybciej, dużo wolniej czytam książki naukowe, z których przyswajam interesującą mnie wiedzę, i z których często robię notatki, bądź też te w oryginale, po angielsku.

Do czytania najbardziej motywuje mnie sterta książek czekających na półce. Największe tempo czytania mam świeżo po wizycie w bibliotece lub księgarni, i zwalnia ono wraz ze zmniejszającą się ilością książek 'jeszcze nieprzeczytanych'. Wszak książki nie może zabraknąć! :)

Dawno też zrezygnowałam z zasady, aby czytać coś od początku do końca, i chociaż nadal rzadko, to jednak zdarza mi się zrezygnować z przeczytania czegoś, co okazuje się niewarte mojego czasu. Podobnie mam z filmami. 

90% wybieranych przeze mnie pozycji to te, które mnie interesują. Jednak czytam także książki, które są akurat 'modne', reklamowane, o których jest głośno. Głównie dlatego, że chcę wyrobić sobie o nich własne zdanie i móc rozmawiać o nich z innymi.

Obecnie 'na tapecie' mam Cobena i Pawlikowską:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...