wtorek, 29 listopada 2016

Mama mamie... wilkiem

Miałam wczoraj przykry incydent. W drodze do przedszkola po starszego syna zastałam na chodniku przed budynkiem auto, blokujące cały chodnik. Przedszkole jest obok szkoły, dzieli je mały parking i ulica, bardziej taka zatoczka. Miejsc jest mało, rodzice odbierający dzieci stają gdzie popadnie. Auto stało centralnie na chodniku, za sobą mając prawidłowo zaparkowane auta, przed sobą zaś duży śmietnik. 


Gdybym była sama, udałoby mi się jakoś przejść, ponieważ jednak byłam wózkiem z młodszym, musiałam czekać. Nie było innej drogi dojścia do przedszkola, nie mogłam okrążyć samochodu, nie mogłam też zmieścić się wózkiem pomiędzy innymi samochodami. Stałam blisko 15 minut na mrozie i przy padającym śniegu, z Maksem płaczącym mi w wózku. 

Gdy przyszła właścicielka, jak się okazało kobieta, niosąca dwa dziecięce tornistry, zwróciłam jej uwagę, że tak nie wolno parkować. Mówiłam stanowczo, jednak grzecznie, per 'pani', ponieważ jednak kobieta zaczęła mnie najzwyczajniej w świecie wyzywać, doszło do niezłej utarczki słownej, łącznie z "bo ci jebne" z jej strony... Pełna kultura. Nie miała zamiaru odjeżdżać, bo ze szkoły jeszcze nie wyszły jej dzieci. Kobieta krzyknęła "to dzwoń na straż!", na co ja, że już zadzwoniłam. Ona w te pędy wsiadła do auta i chciała odjechać. Ponieważ jednak za nią też stało auto, nie mogła wycofać. Z przodu zaś, na chodniku, przy śmietniku stałam ja z wózkiem. Babka zaczęła na mnie trąbić, wystraszyła mi Maksa w gondoli, który jeszcze bardziej zaczął płakać. Myślę sobie, ooo niee i nie ruszyłam się z miejsca. Kobieta zaczęła najzwyczajniej w świecie ruszać, pchając samochodem wózek z dzieckiem i zmuszając mnie do cofania się. Całe zdarzenie widziało wiele osób, w tym inna mama z grupy mojego dziecka. Oczywiście zrobiłam zdjęcie, numery też mam.

Kobieta odjechała, zanim przyjechała policja, pofatygowałam się więc na komendę. Pan naczelnik wyjaśnił mi, że ponieważ policjanci nie zdążyli przyjechać, jeśli złożę doniesienie, kobieta zostanie wezwana do złożenia wyjaśnień. Najprawdopodobniej sprawa zostanie wniesiona do sądu, gdzie ja występować będę jako świadek. Największym przewinieniem tej pani w tym przypadku jest to, że pchała mnie i wózek autem, co jest wręcz karygodne. Naczelnik wydziału namawiał mnie na złożenie doniesienia, bo takie zachowanie jest oburzające, jednak decyzja należy do mnie. Ja natomiast jestem wredna, ale nie aż tak, żeby komuś robić tego rodzaju problemy, chociaż występowałam już w sądzie jako świadek i wiem, jak cała procedura się odbywa.

Sama jestem kierowcą i dobrze wiem, że czasem ciężko jest znaleźć miejsce parkingowe, niejednokrotnie jeżdżę gdzieś w kółko kilka razy, zanim uda się coś znaleźć, czasem muszę stanąć dużo dalej od docelowego miejsca. Jeśli muszę stanąć na chodniku, pamiętam o nakazie pozostawienia 1,5 m wolnej drogi dla pieszych. Nie wyobrażam sobie stanąć tak, jak zrobiła to dziś kobieta pod szkołą, zwłaszcza od kiedy sama jestem matką. Wiem, jakie to wkurzające, gdy auta zastawiają cały chodnik i muszę z wózkiem omijać je ulicą, między jadącymi samochodami, albo trawnikiem pełnym błota. Zdarzało mi się zwrócić w takich w takich sytuacjach uwagę kierowcy, najczęściej wykazywali skruchę, przepraszali itp. U tej kobiety tej skruchy zabrakło, mało tego, wykazała się wręcz agresją, bo jak nazwać pchanie wózka z dzieckiem przez auto? A jakbym się potknęła, pociągając gondolę ze sobą? Było ślisko, jest już śnieg. Ciężko uwierzyć, że taki ktoś też jest matką, bo przecież matka powinna zrozumieć inną matkę. Kobiecie jednak zabrakło wyobraźni. A co jakby tamtędy chciał przejechać ktoś na wózku inwalidzkim? 

Przerażające, jakimi niektórzy ludzie są egoistami.Wierzę jednak, że karma wraca i to, jak ona traktuje innych ludzi, wróci do niej ze zdwojoną siłą.

P.S. Zasłoniłam tablicę rejestracyjną, chociaż nie muszę. Numery rejestracyjne to nie są dane osobowe i nie podlegają ochronie. 

sobota, 26 listopada 2016

Pamięci mojej Babci

Zapisała mnie do prawdziwej, dużej biblioteki, gdy byłam jeszcze dzieckiem. 

To ona zaszczepiła we mnie miłość do książek, do czytania. Ciągle widzę ją siedzącą w fotelu, w okularach na nosie i z książką na kolanach.

Ona nauczyła mnie oszczędzania i planowania wydatków. Zanim powstał Exel i inne programy kalkulacyjne, ona uczyła mnie notowania zakupów w zeszycie i wyciągania wniosków.

To z nią wiążą się moje najmilsze wakacyjne wspomnienia z okresu dzieciństwa. 

To ona zafundowała mi prawo jazdy na 18stkę, żebym mogła być niezależna.

Czytała wszystkie moje wiersze i artykuły drukowane w szkolnych gazetkach. Dopingowała mnie w pójściu na studia, z namaszczeniem dotykając później moją grubaśną pracę magisterską. 

Ona była tak dumna, gdy założyłam własną działalność gospodarczą zaraz po studiach, nosiła zrobioną przeze mnie biżuterię, w jej domu do dziś stoją rzeczy wykonane przeze mnie - od ramki wyklejonej kulkami z bibuły, po decoupage.

Ona zawsze była mną zainteresowana, zawsze była ciekawa, jak minął mój dzień, zawsze miała dla mnie czas. Nigdy nie narzucała swojego zdania, ale nie szczędziła rad. 

Nie jestem w stanie wymienić wszystkich rzeczy, które jej zawdzięczam. 

Babciu, mój świat nie będzie już tak kolorowy bez Ciebie...



Tak bym chciała, żeby Adrian ją pamiętał.

poniedziałek, 21 listopada 2016

4 urodziny Adriana

Dziś najważniejszy dla nas dzień w roku - nasz pierworodny skończył 4 lata.
Niesamowite, jak to zleciało.

Świętowanie zaczęliśmy już wczoraj, był obiad dla rodzinki.
Upiekłam tort.


Auto na dole czwórki to ulepiony przeze mnie Rajdek. To stojące poza cyfrą ulepił mój mąż, ponoć to volvo jest :).


Adi nazbierał prezentów, przybyło nam autek i garaż. Tata nadrabia zaległości z dzieciństwa, bawiąc się zabawkami syna.



Słodkości dostał tyle, że wystarczy ich na kilka miesięcy. Od jakiegoś czasu Adrian uwielbia żelki i Nutellę, nad czym ubolewam, bo przez 3 pierwsze lata nie wiedział o ich istnieniu.
Teraz od wielkiego dzwonu dostanie, jednak są niezdrowe, więc pomagamy mu je zjeść, w trosce o jego brzuszek oczywiście :).



Dziś Adi poszedł do przedszkola z pudełkiem pełnym ciastek z M&M'sami. Dzieci śpiewały mu "Sto lat" i znów dostał prezent.


A po południu kolejne małe party na sali zabaw. Dzieciaki szalały na kulkach i trampolinie, a mamy siedziały i piły kawkę. Na tę okazję upiekłam jeszcze babeczki.





Niesamowite, jak duże wrażenie zrobił na Adrianie fakt, iż dostał prezenty od swoich ulubionych kolegów z przedszkola. Co tam prezenty od rodziców, dziadków, cioć. Otrzymanie prezentów od kolegów to jest coś nowego, widziałam, jak bardzo poczuł się wyjątkowo. A i chłopcy zapewne wręczając prezenty przeżywali nowe dla siebie emocje, to było słodkie i zabawne. 

Scenka. Jeden kolega daje Adrianowi prezent i składa życzenia. 
Adi: Wow, dziękuję!
Kolega: Nie ma sprawy... 

Drugi kolega daje mu autko w prezencie. Po czym dodaje:
Kolega: Adi, ale jak będzie Dzień Zabawki w przedszkolu to przyniesiesz go?

Cały weekend był intensywny, szczególnie dzisiejszy dzień. Adrian nie chciał, aby się kończył, ciągle pytał, czy będzie jeszcze miał czas się pobawić, nie chciał iść się kąpać, nie chciał iść spać. Po czym zasnął w 3 minuty po przyłożeniu głowy do poduszki. Tyle czasu czekał na urodziny, a następne dopiero za rok. A ja wzruszam się, oglądając jego fotoksiążkę z okresu niemowlęctwa. Dopiero co wyglądał jak Maks, a teraz jest wspaniałym, ciekawym świata przedszkolakiem, który mnie rozczula i rozbawia na każdym kroku. Obserwowanie jego rozwoju, dorastania, to największa przygoda życia.

środa, 16 listopada 2016

Jak pomóc dziecku zasnąć? Magiczny Baranek Ewan - testowanie

Mój Maksym jest typowym cycowym dzieckiem. W dzień grzeczny - w łóżeczku się pobawi, na macie pobryka, w leżaczku poleży i je dość regularnie, z odstępami. Jeszcze po kąpieli zasypia ślicznie na piersi, śpi jakąś godzinkę, a potem... zaczyna się. 
Wiszenie na cycu średnio co 1,5 - 2 godziny, i tak do rana... Rzecz dzieje się od nieco ponad miesiąca, zwalam więc winę za to na idące zęby, bo i brat miał je szybciutko, i on się już ślini na potęgę. Co nie zmienia faktu, że matka chodzi niczym zombi, bo wstając w nocy średnio 5-6 razy, kto by chodził inaczej... 

I nie mogę narzekać, bo Maks nawet w nocy jest grzeczny, po prostu lubi sobie powisieć na cycu, a przyłożony do niego zasypia ponownie w 5 sekund. Szukałam więc sposobu, jakby tu jemu ( i sobie!) ulżyć, pomóc spać spokojniej i nie wybudzać się tak często. 

Z pomocą przyszedł nam Magiczny Baranek Ewan i to, że zostaliśmy z Maksem wybrani do jego testowania, wraz z magazynem SuperMama.


























Baranek to nie jest zwykły pluszak, choć ma wygląd przytulaśnej maskotki. W czterech jego łapkach są ukryte guziczki, którymi włączamy fantastyczne, magiczne dźwięki: melodia grana na harfie, bicie serca, tętno oraz biały szum. Są to prawdziwe dźwięki bicia serca i szumu, jakie słyszy dziecko będąc w brzuchu mamy, dlatego kojarzą mu się one tak dobrze, uspokajają i pomagają zasnąć. 

"Każde dziecko w okresie życia prenatalnego słyszy dźwięki, które są przefiltrowane z wysokich do średnich częstotliwości, głównie w niskim zakresie 125hz, tzw "różowego szumu". Po narodzinach dziecko nagle słyszy dźwięki we wszystkich zakresach, jednakże badania przeprowadzone przez pediatrów wykazały, że specjalna kombinacja dźwięków połączona z białym i różowym szumem działa niezwykle uspokajająco na niemowlęta i pomaga ukoić dziecka do snu.
Dlatego wszystkie kombinacje dźwięków w magicznym baranku zostały starannie zarejestrowane przez specjalnie ułożony mikrofon, tak aby uzyskać pożądany zakres 125hz różowego szumu. Co więcej kombinacja tych wszystkich dźwięków, która wytwarza efekt różowego szumu posiada zmieniający się rytm - tak aby dziecko nie mogło się przyzwyczaić do stałej sekwencji dźwięku w wyniku czego dźwięki te utraciły swoje właściwości, przestając działać uspokajająco na niemowlę."
źródło

Do tego dwustopniowa regulacja głośności, łagodne różowe światło przebijające z brzuszka baranka, które też można wyłączyć, oraz rzep w ogonku, dzięki któremu Baranka można przyczepić wszędzie.

Baranek zaczął być testowany przez mojego szkraba zaraz po przybyciu do naszego domku.


























Ale prawdziwy test przeszedł wieczorem. Maks jak zwykle zaczął się przebudzać po 40 minutach od odłożenia do łóżeczka. Szybko włączyłam leżącego obok Baranka i ustawiłam cichy szum. Mój synek przestał nerwowo machać rączkami i nóżkami, znieruchomiał i... zasnął. 

Myślę sobie, ok, może wcale nie miał zamiaru się przebudzić całkiem. Tymczasem sytuacja wydarzyła się jeszcze kilkakrotnie tej nocy i poza momentami, gdy rzeczywiście budził się na jedzenie (a wtedy żaden Baranek nie pomoże :)), uspokajał się zaraz po usłyszeniu szumu. 
Następnego wieczoru synek opróżnił pierś dość szybko i nie zdążył zasnąć. Odłożyłam go do łóżeczka i włączyłam dźwięki harfy. Po kilku minutach Maks spał! Nie lulany, nie na rękach, ale samodzielnie zasnął. 

Baranek Ewan okazał się być niesamowitym odkryciem, dzięki niemu od kilku nocy oboje śpimy dużo więcej, a i mi przy tych dźwiękach zasypia się tak jakoś błogo... :). Szczególnie przy harfie!



Wyspany synek = wyspana mama i świat znów jest piękny! :)



























KONKURS

Chcesz wygrać Magicznego Baranka? Kolejna edycja konkursu tutaj.
Polecam, bo warto!

wtorek, 15 listopada 2016

Rozwój osobowości dziecka według Freuda

Przez jednych chwalony, przez innych krytykowany, niewątpliwie jednak stworzył jedną z ważniejszych szkół, a jego tezy wywarły niezaprzeczalny wpływ także na dzisiejszą psychologię. 

Według Zygmunta Freuda rozwój osobowości następuje stadialnie w okresie od 0 do 6 roku życia, a 'potem to już pozamiatane', cytując moją panią dr od psychologii. Zatem dzieciństwo to najważniejszy okres w życiu człowieka pod względem kształtowania się osobowości i rozwoju wewnętrznego.


Podzielił on ten rozwój na trzy fazy:

1. Fazę oralną - do około 18 miesiąca życia, gdy dziecko poznaje świat za pomocą ust.

Doskonale wiemy, że dzieci wszystko, dosłownie wszystko, co dostaną w rączki, pakują od razu do buzi. Poprzez usta dziecko jest też związane z matką, która karmi je piersią. Jeśli matka szybko nauczy się rozpoznawać rodzaj płaczu dziecka, karmi je na żądanie zawsze, gdy niemowlę tego chce. Jeśli jednak młoda mama czuje się niepewnie w nowej roli, próbuje je karmić zbyt często, nawet gdy powodem płaczu jest mokra pieluszka czy przegrzanie. Szczególnie łatwo o to w przypadku karmienia butelką częściej i większą ilość razy niż jest to zalecane. Nawet dziś matki na każdym kroku słyszą: 'płacze, pewnie jest głodne'.

Podobnie z nocnym piciem mleka dziecka 2-3 letniego, mamom często wydaje się, że dzieci budzą się z głodu, podczas gdy tutaj działa już przyzwyczajenie. To powoduje, iż dziecko uczy się zajadać każde zmartwienie, co będzie kontynuować w dorosłym życiu. 

Późniejsze palenie papierosów i inne używki, a także brak umiaru w jedzeniu i piciu to zdaniem Freuda konsekwencje zatrzymania się w rozwoju na tym etapie.

2. Fazę analną - między 2 a 3 rokiem życia, to czas tzw. treningu czystości.

Koniec z pieluchami, dziecko uczy się rozpoznawać odczuwanie potrzeb fizjologicznych i korzystać z toalety. Zdaniem Freuda jest to czas, gdy kształtuje się ego. Późniejsza przesadna dbałość o porządek, lub wręcz przeciwnie - brak poczucia estetyki to konsekwencje zatrzymania rozwoju na tym etapie.

Co ciekawe, przedwczesny trening czystości może przynieść więcej szkody niż pożytku. Całkowitą kontrolę zwieraczy dziecko osiąga dopiero w wieku 5-6 lat. Jeśli jest ono wychowywane przez restrykcyjnych rodziców, którzy już od rocznego dziecka wymagają posłuszeństwa w korzystaniu z toalety, a nie daj Boże karzą i wyśmiewają za nieudane próby, może to prowadzić do zaburzeń w wieku dorosłym, a nawet skłonności do okrucieństwa i skąpstwa. Dziecko, które słyszy prześmiewcze "fuj, zobacz jaka brzydka kupa" itp., zapamiętuje, iż to, co wydaliło jego ciało jest brzydkie, złe, a więc jego ciało jest brzydkie i złe. W konsekwencji wyrasta na osobę nieśmiałą, niewierzącą we własne siły, niedowartościowaną.

3. Fazę edypalną / falliczną - między 3 a 6 rokiem życia, kształtuje się superego.

W tym okresie dzieci przywiązują się bardziej do rodziców płci przeciwnej, w drugim z rodziców zaś widzą konkurenta. To wtedy chłopcy mówią "Ja chcę iść z mamą na spacer, tata ty nie idź!", a dziewczynki faworyzują ojców. Freud nazwał to kompleksem Edypa, od mitologicznej postaci Edypa, któremu nie udało się uniknąć przepowiedni, iż zabije swojego ojca i poślubi matkę.

W zdrowym relacjach małżeńskich dzieci wiedzą, że nie wygrają z drugim rodzicem. Jest to też efekt tzw. lęku kastracyjnego - mali chłopcy myślą, że dziewczynki nie mają penisa, bo ktoś im go uciął, boją się więc, aby rozgniewany tata nie potraktował ich w ten sposób za karę. Zaczynają myśleć, że 'tata jest taki duży i silny, to ja też muszę być duży i silny', i tak między 5 a 6 rokiem faworyzacja przechodzi na ojca i chłopcy wzorują się na ojcach, wyrastając na 'prawdziwych mężczyzn'. Jeśli jednak relacja małżeńska jest zaburzona, a ojciec zostaje odsunięty, matka korzysta z więzi emocjonalnej, którą ofiaruje jej syn, co prowadzi do zwycięstwa syna nad ojcem w relacjach z matką, które tak naprawdę zwycięstwem jednak nie jest. W dorosłym życiu taki chłopiec nadal jest zbytnio związany z matką, to ona decyduje za niego w wielu kwestiach, co za tym idzie, on często nie potrafi nawiązać poprawnej relacji  inną kobietą. Jest też osobą, która nie osiąga sukcesów, rezygnuje z awansów, boi się zmiany pracy i boi się w ogóle cokolwiek wygrywać, bo przecież już raz wygrał i było to gorzkie zwycięstwo.

Zarzuca się Freudowi, że jego tez nie da się udowodnić naukowo. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że dzieciństwo nas kształtuje, a ucząc się rozpoznawać potrzeby dziecka i pozwalając mu rozwijać się zgodnie z zegarem biologicznym, nie biorąc udziału w wyścigu szczurów pt.'a moje dziecko zjadło marchewkę mając 3 miesiące', 'a moje siedziało na 4 miesiące', oraz zapewniając mu poczucie bezpieczeństwa i miłości, dajemy mu możliwość wyrośnięcia na pewnego siebie człowieka, który nie będzie miał problemów osobowościowych.





sobota, 12 listopada 2016

Butelka NUK First Choice Plus - testowanie

Otrzymałam do testowania najnowszą wersję butelki NUK First Choice Plus, ze smoczkiem dla dziecka w wieku 0-6 miesięcy, o pojemności 150ml. 
Karmię piersią, ale butelka przydaje się w momentach, gdy opuszczam królestwo domowe na dłużej - synek dostaje z niej moje odciągnięte mleko. Niestety jako dziecko typowo 'cycowe' gardzi plastikowym smoczkiem i kwestia doboru butelki odpowiedniej dla niego okazała się trudna. Po kilku próbach na szczęście załapał butelkę NUK.



Butelka wyprodukowana z tworzywa PP, czyli polipropylenu, jednego z dwóch najbezpieczniejszych rodzajów plastików, bez BPA. Smoczek silikonowy jest dobrze wyprofilowany, ma kształt dostosowany do jamy ustnej dziecka. Antykolkowy system odpowietrzania zapobiega połykaniu przez dziecko powietrza, co jest ważne szczególnie w przypadku dzieci tak mocno ulewających, jak mój Maks.
Do tego przyjemna szata graficzna. 


Do zestawu z ulotkami informacyjnymi dołączona była także próbka płynu do mycia naczyń NUK.



























Polecam, w ofercie są cztery nowe wzory:


wtorek, 8 listopada 2016

Życie bez internetu

Kilka dni temu mieliśmy awarię - przez ponad 3 popołudniowe godziny nie było telewizji ani internetu. Zaczęła przeszkadzać mi cisza, mówię do męża 'włącz jakieś radio', a on - 'nie mamy radia'... Wyciągnął z szafy pudełko ze starymi płytami cd i włączył. Rozbrzmiały dźwięki Savage Garden...
Przypomniało mi się, jak bardzo lubiłam, gdy w czasach mojego dzieciństwa niekiedy zdarzało się, że po burzy nie było prądu. Czas jakby się zatrzymywał, spędzaliśmy z bratem wieczory na wymyślaniu kreatywnych zabaw, na grach planszowych, na rozmowach z rodzicami i słuchaniu ich opowieści, na przeglądaniu zdjęć... Miałam takie poczucie wyjątkowych chwil. 

Wiedziałam teraz, że i Adrian zapamięta ten wieczór na długo. Tata nie przeglądał telefonu, mama nie szukała niczego na komputerze, mogliśmy się całkowicie poświęcić dzieciom przez dłuższy czas. Wygłupialiśmy się, tańczyliśmy, oglądaliśmy i segregowaliśmy zdjęcia w albumach, przeglądaliśmy skarby, jakie uzbierały się w tzw. 'szufladzie od wszystkiego'. Muzyka przeniosła nas dekadę wstecz. Płyty cd mają w sobie magię, połowy z niech nie słuchałam od lat. Wydawało się, że cały wieczór trwa dłużej niż zwykle, zatrzymaliśmy się na chwilę w tej codziennej gonitwie. 

Chyba wprowadzimy na stałe takie dni bez mediów :). Raz na jakiś czas. 

niedziela, 6 listopada 2016

"Trawers" Remigiusza Mroza - o książce

Trzeci tom serii z Forstem.


Opis książki:
"Grupa uchodźców miała zostać w Kościelisku tylko przez trzy dni. Wójt zakwaterował ich w sali gimnastycznej, czekając, aż rząd znajdzie dla nich stałe miejsce pobytu.
Wszystko zmieniło się, gdy przypadkowy turysta został odnaleziony martwy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy. Odcięto mu opuszki palców, wybito wszystkie zęby, a w ustach umieszczono syryjską monetę. Czy Bestia z Giewontu powróciła? A może to któryś z uchodźców jest winny? Rozpoczyna się nagonka medialna, a wraz z nią śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen.
Tymczasem Wiktor Forst wsiąka coraz bardziej w więzienny świat, zupełnie nieświadomy tego, że na wolności jest ktoś, kto liczy na jego ratunek…"

Sprawdza się powiedzenie, że praktyka czyni mistrza. Każda kolejna część trylogii jest lepsza od poprzedniej i tak "Trawers" czyta się bardzo dobrze. Mróz trzyma czytelników w klimacie niepokoju, serwując kolejne przygody komisarza Forsta. Tym razem główny bohater zostaje wrzucony w więzienny świat, bez nadziei na ratunek. Opisy scen więziennych przypominają mi nieco sceny rodem z serialu Prison Break.

Wątek uchodźców przygotowany bardzo dobrze - Mróz próbuje odpowiedzieć na pytanie, co by było, gdyby Polska przyjęła uchodźców. Rozmowy bohaterów to głosy za i przeciw, to chęć niesienia pomocy z jednej strony i nieufność oraz lęk z drugiej. Wydaje się jednak, że sam autor jak najbardziej jest za.
Ogromny plus za  research - w detalach i opisach dopracowanych w każdym szczególe widać niesamowitą pracę, jaką wykonał Mróz przy pisaniu tej powieści. Dobrze czyta się o autentycznych wydarzeniach i faktach z polskiego podwórka.

Autorowi należą się także wielkie dzięki za wprowadzenie postaci Joanny Chyłki - sceny z nią są niczym balsam na duszę spragnionego jej losów czytelnika, natomiast dla kogoś, kto serii z nią nie czytał, jest to sprawna przynęta i niezły marketing. Założę się, że mało kto odmówi sobie sięgnięcia po serię z niefrasobliwą panią prawnik.

Zakończenie - kolejny raz szokuje. Przypuszczam, że absolutnie nikt nie spodziewał się, kto jest mordercą. Najciemniej pod latarnią :).

O ile dwie pierwsze części trylogii można przeczytać i szybko odłożyć, tak po lekturze "Trawersu"przychodzi chwila refleksji. Oraz - jakkolwiek to nie zabrzmi - radość, że to już koniec. Bo choć trylogię z Fortem polecam, warto ją przeczytać, to jednak na pewno nie będę do niej wracać. Wolę sięgać po kolejne nowości Remigiusza Mroza, a tych ci u nas dostatek :).

piątek, 4 listopada 2016

Jak mieć zdrowe dzieci

Jest na to jedna rada. 

Żadne tam trany, miody, imbiry. 

Trzeba po prostu mieć nudne życie - nic nie planować, nie mieć żadnych ważnych zadań do wypełniania, żadnych pomysłów itp. Siedzieć w domu i spędzać czas na 'nicnierobieniu'. 

Bo, moi drodzy, jak tylko sobie coś zaplanujecie, to zaraz na bank któreś z Waszych dzieci będzie chore. 
Dajmy na to - macie coś ważnego do załatwienia. Zaplanowanego dużo, dużo wcześniej. Czekacie na to. Wiąże się to z wyjście z domu na dłużej niż dwie godziny, pierwszy raz od nie wiadomo kiedy. 

I bach. Starszy dostaje anginy. Też pierwszy raz w życiu. I gorączki 39.5, też pierwszy raz. 
A jakże. Niech ma ta matka stan przedzawałowy i wyrzuty sumienia, na co to było coś planować?

W takich chwilach docenia się instytucje babci. Będzie dzielić niedolę z tatusiem pół na pół. Bo pierwsze pół wychodnego matki on też pracuje, no oczywiście, że nie może wziąć wolnego. To matka tym bardziej nie bierze i wychodne będzie miała i tak. 

Dodam tylko, że w celach edukacyjnych, więc usprawiedliwienie jest. A dziecku po lekach już lepiej na szczęście.

środa, 2 listopada 2016

Kiełkownica TORAF + kiełki - testowanie

Jest! W końcu! Dorobiłam się kiełkownicy z prawdziwego zdarzenia. 
Dostałam do testowania kiełkownicę firmy TORAF, wraz z zestawem kiełków. Brokuł i czerwoną kapustę znałam, ale kozieradki i fasoli adzuki byłam bardzo ciekawa.




Zazwyczaj hodowałam kiełki na talerzu, na sitku lub w słoiku. Wiele razy miałam zamiar sprawić sobie kiełkownicę, ale jakoś nie byłam do niej do końca przekonana. No to teraz jestem! Kiełkownica to absolutny must have w kuchni każdego zagorzałego fana kiełków. Składa się z 3 poziomów do wysiewania, dna, w którym zbiera się nadmiar wody i przykrywki. Do naszych zadań należy wsypanie nasion na trzy poziomy i przelewanie ich około pół litrem wody dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Wlewamy wodę do najwyższego poziomu, a ona, za pomocą niewielkich otworków z koreczkami wolno spływa o poziom niżej, aż na sam dół. Poziomy pokryte są malutkimi rowkami, dzięki czemu odrobina wody zostaje na każdym z nich i zapewnia kiełkującym nasionkom odpowiednie nawilżenie. Wodę, która spłynie na sam dół możemy użyć do podlewania kwiatów w doniczkach, będą nam za to wdzięczne!

Po zjedzeniu kiełków całość szybko myjemy i używamy ponownie.

Największym plusem kiełkownicy jest to, że można na niej wysiewać jednocześnie trzy rodzaje kiełków lub stosować hodowlę stałą, czyli średnio co dwa - trzy dni wsypywać ziarenka na kolejny poziom, dzięki czemu do spożycia będzie gotowa stale jakaś partia.



Kiełki czerwonej kapusty po dwóch dniach:


Brokuł po dwóch dniach:


Fasola adzuki po dwóch dniach:


Brokuł po trzech dniach, gotowy do spożycia.

Rzodkiewka:

Lucerna:


Nasiona TORAF miałam przyjemność używać po raz pierwszy i okazały się być bardzo dobrej jakości. Przyznam, że w sklepach bardzo rzadko sięgałam po brokuł i czerwoną kapustę, z jednego prostego powodu - rosły bardzo słabo, czasem wcale. Dość miałam wybierania kilku pojedynczych kiełków z całej wysianej paczki. Tymczasem nasiona TORAF rosną bardzo dobrze, zwłaszcza jak na tę porę roku. Powyższa ilość brokułu została wysiana z 1 łyżki ziarenek.

Polecam serdecznie, zarówno kiełkownicę, jak i nasiona!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...