środa, 28 września 2016

Kasztany

Zaczęło się... Jak co roku moje dziecko ma fisia na punkcie zbierania kasztanów. Szukanie ich to główny punkt każdego spaceru.



poniedziałek, 26 września 2016

Suszone pomidory

Uwielbiam suszone pomidory! W tym roku po raz pierwszy zrobiłam je sama. Z pomocą taty, który zajął się suszeniem :). Użyłam pomidorów Lima, im mniejsze tym lepsze, szybciej się suszą. W słoiczkach zalałam je podgrzanym olejem rzepakowym i postawiłam do góry dnem. Do kilku dodałam też czosnek. 

Ważne - olej nie może być gorący, bo pomidory się usmażą. Wiem, bo jedne tak usmażyłam, zrobiły się twarde. 

Po kilku dniach smakują wybornie, w sałatce, w sosie i na kanapce!



czwartek, 22 września 2016

Chrzest Święty

W zeszłą niedzielę chrzciliśmy Maksyma. Z tej okazji zjechała się do nas delegacja rodzinna ze strony męża i spędziliśmy razem krótki, acz bardzo przyjemny weekend. Jako, że rodzinka z południa, ugościłam ich obiadem rodem z nadmorskiej promenady, tj. rybką w panierce z frytkami i kapustą kiszoną. Zaliczyliśmy obowiązkową wycieczkę nad morze.

Sama Msza i uroczystość Chrztu bardzo mnie wzruszyła. Zaczęło się już w piątek, gdy zabiegani, sprzątający po szybkim remoncie, zostawiliśmy dziećmi z babcią i wyskoczyliśmy wieczorem na spowiedź. Chrzest zaplanowaliśmy w małym Kościele w mojej rodzinnej miejscowości, ze względu na klimat, jaki tam panuje, maksymalnie dwa Chrzty naraz i moje wspomnienia. z dzieciństwa. Adrian też był tam chrzczony. 

Docelowo miała to być spowiedź przed Mszą i ewakuacja przed jej rozpoczęciem. W konfesjonale trafiliśmy na proboszcza. Ksiądz słysząc kiedy byliśmy ostatni raz u spowiedzi nieźle nam pojechał... Miał prawo, takie jego zadanie. Wróciliśmy do ławek z podkulonymi ogonami, a wtedy zaczął grać zespół... Nowy skład, kilka instrumentów, wokal męski i damski. Było coś niesamowitego w tej chwili, w zespole grającym w dzień powszedni na Mszy o 18, w niewielkiej grupie ludzi, którzy na nią przyszli. Spojrzeliśmy na siebie z mężem, kiwnęliśmy głowami - zostajemy. Głupio tak wyjść, gdy proboszcz patrzy, gdy tak pięknie grają. Dawno już nie było we mnie takich emocji. Piękne kazanie - o tym, żeby się na chwilę zatrzymać w tym pędzie życia, żeby zwracać uwagę na małe rzeczy, na siebie nawzajem... Z Kościoła wyszliśmy wręcz uduchowieni, jakkolwiek to nie zabrzmi. Uczucia te towarzyszyły mi także na Chrzcie Maksa. 

Sam Maksym pokazał charakterek - podczas, gdy ksiądz polewał mu główkę wodą, zrobił głośną kupę :). Konieczna  była wizyta w zakrystii. Adrian nie mógł usiedzieć w ławce i ciągle coś mówił normalnym tonem, żeby nie powiedzieć głośno. Dziadka wypytywał, czy naprawił mu zabawki, a jak klęczałam po Komunii ciągnął mnie za ramię i mówił "Mama, wstawaj!" :).

Chrzciny Adriana robiliśmy w domu. Tym razem postanowiliśmy być mądrzejsi i wynajęliśmy salę w restauracji. Całe szczęście - jak miło było nie martwić się o nic. Jedynie tort zrobiłam samodzielnie. Maks jest strasznie ulewającym niemowlakiem, więc chętni do noszenia go robili to ze strachem w oczach :)

Natomiast większość zdjęć z uroczystości mamy tego typu:


Pozdrawiam fotografa :)

wtorek, 20 września 2016

Chusteczki do demakijażu Nivea - testowanie

Gdy dostałam do przetestowania chusteczki do demakijażu Nivea, byłam do nich nieco sceptycznie nastawiona. Że niby chusteczka miałaby sobie poradzić z grubą warstwą tuszu na moich rzęsach, pudrem na twarzy? Wątpliwa sprawa, pomyślałam, że po prostu rozmaże co nieco, a demakijaż dokończyć będę musiała i tak wacikiem z płynem lub mleczkiem.


Jedak zdziwiłam się bardzo. Otóż jedną chusteczką oczyściłam całą twarz i to bardzo dokładnie. Chusteczki są nawilżone mleczkiem oczyszczającym Nivea, dzięki czemu radzą sobie nawet z najgrubszą ilością kosmetyków na twarzy. I najważniejsze - nie podrażniają. Podczas zmywania nie piekły mnie oczy, a skóra twarzy nie była podrażniona ani zaczerwieniona. Świetnie sprawdzą się także w podróży i w warunkach ekstremalnych typu nocowanie pod namiotem. Zastąpią waciki, mleczko, płyn micelarny czy żel do twarzy, a nawet tonik, bo skóra po nich jest przyjemnie nawilżona. Polecam!

czwartek, 15 września 2016

Zachód słońca

Wrzesień rozpieszcza nas pogodą. Takie piękne późne lato pozwala naładować dodatkowe baterie przed nadejściem jesieni. Korzystamy zatem do oporu z ostatnich gorących dni. Zaliczyliśmy pierwszy, rodzinny zachód słońca nad morzem. Mnie i mężowi przypomniały się beztroskie czasy przed ślubem, siedzenie na plaży do zmroku. Wieczory w nadmorskiej miejscowości są wspaniałe i mają swój specyficzny klimat. W połowie września Ustka jest nadal pełna turystów.








sobota, 10 września 2016

Terror laktacyjny?

Natrafiłam ostatnio w sieci na artykuł pewnej mamy, urażonej szerzącym się wszem i wobec 'terrorem laktacyjnym'. Czy propagowanie NAJLEPSZEGO sposobu żywienia niemowląt można nazwać terrorem? Czy ktoś młodym matkom w szpitalu przystawia pistolet do głowy, siłą każe wyciągać pierś i karmić? Jak można negować sens kształcenia młodych mam w tym temacie, pisząc, że każda mama wie, co dla jej dziecka jest najlepsze?

Dziecko nie jest własnością matki, dziecko to mały człowiek i jeśli środowisko medyczne i naukowe stwierdza, że kobiece mleko jest najlepsze, to jest ono najlepsze i tyle.

Pisałam już o tym, że w przypadku obu moich synów był problem z przybieraniem, dużo spadali z wagi, Maks prawie 450g. Powodem była przedłużająca się żółtaczka, a w konsekwencji ich senność, oraz po prostu brak umiejętności efektywnego ssania. Szybko zasypiali na piersi i słabo przybierali, nawet budzeni co 2 godziny. Obu dokarmiałam ściągniętym mlekiem, Maksa na zmianę z modyfikowanym (przy dwójce dzieci nie tak łatwo o czas na ściąganie), przez mniej więcej 3 tygodnie, a gdy nadrobili, zostawiałam ich tylko na piersi. Waga dla niemowląt bardzo mi w tym czasie pomogła. Mleka miałam dużo, o czym przekonałam się, gdy oswoiłam się z laktatorem.

Bo używania laktatora trzeba się nauczyć. Najlepiej zaopatrzyć się elektryczny - załatwia za nas całą robotę :). Pierwsze razy to zazwyczaj nieudane próby, albo ściągnięcie kilku kropel. Jednak za każdym razem udaje się ściągnąć coraz więcej. Tym samym ilość ściągniętego mleka nie świadczy o ilości mleka w piersi. Trzeba się po prostu odblokować, nie myśleć o tym, że czujemy się niczym dojne krowy, bo to niestety najczęściej przychodzi do głowy. Warto się zrelaksować, wyłączyć. Na początku pomagała mi bliskość dziecka, jego zapach, dotyk, mleko szybciej napływało. Teraz potrafię już trzymać laktator w jednej ręce, a w drugiej książkę, bo używam go najczęściej, gdy mały śpi, a ja gromadzę mleko na dłuższe wyjście.

Jednak w początkach macierzyństwa rozum płata nam figle. Myśl 'a może ja nie mam mleka' towarzyszy nam bardzo często, z czym nawet teraz, przy drugim dziecku, musiałam walczyć. Tymczasem tak po prostu bywa, że początki są trudne, małe dziecko także musi nauczyć się odczuwać głód i zaspokajać go.

Najważniejsze jednak, aby został obalony mit 'braku mleka', 'chudego mleka' i 'zbyt małej ilości mleka'. 

Tylko około 2% kobiet na świecie rzeczywiście nie ma mleka po porodzie i jest to spowodowane hipoplazją, niedostatecznym rozwojem gruczołów. Nie licząc sztucznych ingerencji, operacji piersi i zaburzeń hormonalnych, 98% kobiet jest zdolna do karmienia piersią. Dodatkowo kobiece mleko ma zawsze idealny skład i nie może być 'za chude', niezależnie od tego, jak mama się odżywia. Jeśli dziecko jest przystawiane na żądanie, mleka nie będzie też nigdy brakować, bo tworzy się ono na okrągło. Karmienie piersią to w dużej mierze kwestia psychiki. Wątpimy w swoje możliwości, a przecież to natura je nam dała. Nasze ciało stworzyło nowego człowieka! Czymże jest przy tym wyprodukowanie ilości mleka potrzebnej do wykarmienia go.

Każda zdrowa kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko, jeśli tego chce. 

Mój przykład pokazuje, że słabe przybieranie na wadze w pierwszych tygodniach życia dziecka nie jest spowodowane brakiem mleka - ściągałam go tyle, że zapas nawet mroziłam. Ponieważ jednak dziecko i tak wisiało mi całe dnie na piersi, bez wyrzutów sumienia sięgałam też czasem po mm, zamiast być podłączona jeszcze stale do laktatora. Niestety do mm namawiała mnie także położna, która odwiedzała nas po porodzie. Maks przybierał na początku po 140g na tydzień, a powinien minimum 200 według norm. Wiedziona doświadczeniem z początków pierwszego syna chciałam dać mu czas, jednak za namową położnej dokarmiałam z butli, co karmienie prawie że schodząc na zawał, bo mały z butli ciągle się krztusił. Jak tylko nadrobił, po około 3 tygodniach po prostu przestałam dokarmiać i został na piersi. Teraz waży prawie 6,5kg, mając niecałe 3 miesiące. Nauczył się, to i wyciąga tyle, ile mu potrzeba. 

Bo mleka zawsze jest tyle, ile potrzebuje go dziecko. 

Im częściej przystawiamy niemowlaka do piersi, tym więcej mleka się produkuje. Jeśli co jakiś czas dziecko chce nam wisieć na piersi cały dzień, to dlatego, że zwiększyło się jego zapotrzebowanie i tym samym nakręca laktację. Po takim dniu z dzieckiem przy piersi non stop na drugi dzień produkcja zwiększa obroty i wszystko się normuje.

Najczęściej jednak na mleko modyfikowane przechodzą mamy, których dzieci nie mają problemów z przybieraniem. Bo np. ciągle płaczą - a dzieci płaczą z wielu powodów, nie tylko z głodu. Problem w tym, że młodzi rodzice na początku nie potrafią tych powodów rozpoznać. Najłatwiej więc dopchać dziecko butlą mm, aż zaśnie z przejedzenia. 

Moja mama opowiadała mi, że kiedyś kobiety nawet się nad tym nie zastanawiały, po prostu karmiły. Nikt też nie ważył dziecka co dzień, żeby sprawdzić, czy przybiera właściwą ilość każdego dnia, ważono je na wizytach lekarskich przy okazji szczepień. 

Uważam więc, że kobiety trzeba uświadamiać i nie widzę nic złego w tym, iż karmienie piersią jest obecnie tak mocno propagowane. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to jedynie do tego, że kobiety niepotrzebnie straszy się, że jak sięgną po butelkę czy mleko modyfikowane, to koniec. Ich mleko zaniknie, albo dziecko odrzuci pierś. Nie zdarzy się tak, jeśli najpierw zawsze podamy pierś, a później ewentualnie butlę. Znam wiele przypadków mam, które stosowały karmienie mieszane nawet przez okres roku lub też karmiły piersią inaczej, czyli tylko i wyłącznie ściągając pokarm co 3 godziny i podając je dziecku z butli. Zawsze lepiej karmić w ten sposób, albo pierś + mm, niż nie karmić piersią wcale. Jednak wszystko zależy od nastawienia mamy. 

Jeśli chcemy dla dziecka tego, co najlepsze, będziemy karmić piersią. To tylko kwestia wyboru. Najpierw wybieramy: mleko mamy czy mleko modyfikowane dla noworodka, później: woda czy słodki soczek dla niemowlaka. Do nas należy wybór sposobu żywienia dziecka. 

czwartek, 8 września 2016

Gulia Enders "Historia wewnętrzna" - o książce

Buszując po internetowych księgarniach trafiłam ostatnio na promocję dotyczącą książki, którą już dawno chciałam przeczytać. Międzynarodowy bestseller, z podtytułem "Jelita - najbardziej fascynujący organ naszego ciała". Jest już u mnie na półce :).


Książka napisana jest w bardzo przystępny dla zwykłego czytelnika, a jednocześnie bardzo obrazowy sposób. Autorka bardzo lekko pisze na temat naszego układu pokarmowego, niejednokrotnie zaskakując poczuciem humoru i trafnością stwierdzeń. Momenty humorystyczne doskonale przeplatają się z naukowymi terminami. Do połowy książkę przeczytałam ekspresowo - zawsze  lubiłam biologię. Od połowy stała się nieco trudniejsza, przypomniałam sobie, dlaczego nie poszłam na planowaną od dziecka medycynę.

Od dawna interesuję się zdrowym stylem życia, a co za tym idzie, zdrowym odżywianiem się i mam już na tym punkcie lekkiego fisia. Przeczytałam już sporo pozycji naukowych dotyczących tego tematu, w żadnej jednak kwestia jelit i procesów w nich zachodzących nie była opisana tak szczegółowo. Dowiedziałam się wielu bardzo ciekawych rzeczy. Wszystko co jemy, oddziałuje na nas w jakichś sposób - dobry lub zły,w zależności od tego, jakie pożywienie wybieramy. To, co dzieje się w naszym układzie pokarmowym, odbija się na naszym życiu, na naszym zdrowiu - nie tylko fizycznym, ale i psychicznym.

"Po części sami wybieramy bakterie, które się w nas osiedlą: przez chwilę ssiemy pierś, zaraz potem próbujemy obgryzać stołową nogę, a na koniec składamy mokrego całusa na szycie samochodowej lub psim pysku. Wszystkie żyjątka, które w ten sposób trafiają do naszej buzi, mogą niedługo później zbudować w naszych jelitach mocarstwo. Nie wiadomo tylko, jak długo takie imperium przetrwa ani też czy ma wobec nas dobre zamiary. Można powiedzieć, że ustami wyszykowujemy sobie swój przyszły los". (s. 178)

Bardzo zaciekawiło mnie to, że już sposób, w jaki przychodzimy na świat, decyduje o tym, co osiedli się w naszych jelitach. Dziecko w brzuchu matki przebywa w sterylnych warunkach, a rodząc się siłami natury przechodzi przez drogi rodne mamy, stykając się z jej florą bakteryjną i stamtąd pobierając pierwsze bakterie, które osiedlają się w jego jelitach i zaczynają go chronić. Natomiast dziecko, który rodzi się poprzez cesarskie cięcie pierwszą styczność ma z florą lekarzy, pielęgniarek, szpitala, dopiero później matki, podczas kontaktu skóra do skóry. Zatem u dzieci urodzonych w różny sposób powstaje różna flora bakteryjna. Różnice pomiędzy nimi zacierają się dopiero około siódmego roku życia!
Podobnie sprawa ma się z karmieniem piersią - dziecko ssąc pierś matki nie tylko pobiera dobre bakterie z jej mleka, ale także z jej skóry. 

 Autorka jest młodą osobą (26 lat) i być może wiek jest powodem tego, że nie zamknęła się jeszcze w stricte medycznym świecie, z używaniem tylko i wyłącznie fachowej, lekarskiej terminologii. Mam wrażenie, że w środowisku naukowym panuje coś w rodzaju zmowy milczenia - ci, którzy posiedli tajniki wiedzy danej dziedziny, nie zamierzają ułatwiać sprawy innym, mówiąc o niej w przystępny dla laików sposób. Wielu z nas ma zapewne doświadczenia choćby z wizyt lekarskich, gdy podczas diagnozowania choroby pada tylko nazwa (a często i nie!) i wypisywana jest recepta. Czy to tylko brak czasu na rozmowę z pacjentem? Czy raczej brak chęci? Ja nie daję się łatwo zbyć i jeśli mi coś dolega, szczegółowo chcę wiedzieć, co dzieje się w moim wnętrzu i zasypuję lekarzy pytaniami. Jednak zauważyłam, że sami z siebie coś więcej oprócz nazwy choroby mówią raczej lekarze młodzi właśnie, i to jest fantastyczne. Dla przykładu, mój Adi kilkakrotnie chorował w zeszłym roku na uszy. Za pierwszym razem w punkcie nocnej opieki medycznej trafiliśmy na lekarza 'starej daty', który stwierdził zapalenie, przepisał antybiotyk i tyle. Za drugim razem dyżur miał młody lekarz, mniej więcej w naszym wieku. Wytłumaczył skąd się bierze zapalenie uszu, dlaczego często nawraca, dlaczego w tym przypadku zaleca antybiotyk itp. Za pierwszym razem byliśmy zdołowani chorobą, za drugim mimo wszystko nieco podniesieni na duchu, bo zostaliśmy uraczeni szczegółową wiedzą na jej temat. 

Każdy, kto chce cieszyć się zdrowiem powinien znać budowę i sposób funkcjonowania naszego układu pokarmowego. Gulia Enders wyjaśnia dlaczego przełyk wpada do naszego żołądka nieco  z boku, a nie po prostu z góry, dlaczego żołądek jest tak śmiesznie zakrzywiony i po co w nim bańska powietrza, jaka pozycja do wypróżniania się jest najwłaściwsza, skąd się biorą nietolerancje pokarmowe i czy bakterie lub pasożyty mogą sterować naszym zachowaniem? Ona nie tylko o tym pisze, ona to tłumaczy, można by rzec 'jak krowie na rowie'.
Ogromnie polecam tę książkę. Po jej lekturze zapewne każdy uzna swoje jelita za fascynujące i bardziej świadomie sięgał będzie po pożywienie.

czwartek, 1 września 2016

Bułka tarta, czyli dlaczego warto czytać skład

Kilka dni temu potrzebowałam na szybko sporą ilość bułki tartej. Nie mogłam akurat wyjść z dziećmi z domu, zadzwoniłam więc do mojej babci, która akurat się do mnie wybierała i poprosiłam, by wstąpiła do sklepu. Kupioną przez babcię bułkę użyłam do dania, po czym odruchowo zerknęłam na skład i oczy mi wyszły na wierzch.



Litości... Wszystko, co używane jest w piekarni, zostaje zapewne zgarnięte ze stołu i zapakowane z etykietką 'bułka tarta'. Sól zostaje nawet zgarnięta dwukrotnie!
Trudno, trzeba wrócić do metod babci i mamy i zacząć samodzielnie suszyć i mielić dobrej jakości bułki. Truć siebie i rodziny nie zamierzam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...