poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rozszerzanie diety niemowlaka - czas start!

Tak tak, pykło nam pół roczku, mamy już dwa zęby, a kolejne dwa zaraz będziemy mieć, czas więc na marchewkę! 

Dlaczego warto rozszerzać dietę niemowlaka po skończonym 6 miesiącu, bez względu na sposób karmienia, polecam poczytać na blogu Małgorzaty Jackowskiej.

Jestem w szoku, jak wiele pozmieniało się w schemacie żywienia niemowląt rekomendowanym przez WHO. Cztery lata temu wprowadzałam Adrianowi wszystko zgodnie z nim, sprawdzałam które warzywo i owoc po jakim miesiącu, przez dwa tygodnie robiłam ekspozycję na gluten... A teraz? Wolność i swawola - gluten rekomendowane jest wprowadzić przed ukończeniem przez dziecko roczku, ale w dowolnej formie i niekoniecznie regularnie, większość warzyw i owoców podajemy w dowolnym momencie, jajko w całości (a nie samo żółtko), nawet mleko (jako składnik potrawy) można dać przed roczkiem, podczas gdy cztery lata temu w szkole rodzenia uczono mnie, że krowie dopiero po 12 miesiącu.

Aktualne jest wprowadzanie składników pojedynczo, w odstępie czasowym (jednak nie jest określone jakim), owoce około 2 tygodnie później od warzyw. Oczywiście zero cukru i tylko naturalne składniki, bez sztucznych dodatków.

Rozszerzanie diety u Adriana to na początku był koszmar. Zaczęłam pod koniec 6 miesiąca. On w ogóle nie był zainteresowany tym, co my jemy, nie chciał próbować nowych smaków, nie otwierał buzi. Trwało to mniej więcej 3 miesiące, później było już lepiej, choć jak to u dziecka - od 'jadka' do niejadka w kilka dni. Dziś je w zasadzie dobrze, ale ma już swój gust, który na szczęście ewoluuje. 

Wtedy uczono mnie, że wprowadzony obiadek zastępuje jedno karmienie z piersi. Obiadek powinien być podany, kiedy dziecko lekko zgłodnieje, bo zaraz po piersi nie będzie chciał nic nowego. U Adriana to się nie sprawdziło - jeśli tylko była szansa, że będzie chciał pierś, bardzo się denerwował, że próbuję wcisnąć mu coś innego niż dobrze znane mu mleczko. 

Z Maksymem jest inaczej. On już od ponad miesiąca bardzo interesuje się tym, co my jemy, obserwuje łyżki i widelce, którymi operujemy. Czasem wręcz łapał mnie za rękę, gdy jadłam bułkę. Daliśmy mu też pobawić się łyżeczką plastikową, gryzł ją sobie. 

Dziś poszła w ruch marchewka. Odczekałam chwilę po piersi, ale nie na tyle, żeby miał szansę zgłodnieć. Te pierwsze razy z nowymi smakami to jest bardziej próbowanie niż najadanie się, mleko z piersi nadal jest głównym pożywieniem dziecka na tym etapie.

Maks był bardzo ciekawy, co to się będzie działo, chętnie otwierał buzię, nie krzywił się, cały czas był wesoły i nawet coś tam przełykał. Już zapomniałam, jak można się spocić karmiąc dziecko łyżeczką. Niby śliniaczek zasłaniał go w połowie, ale on oczywiście go ciągnął, zwijał, jedną ręką rozcierał sobie marchewkę po buzi, gdy ją łapałam do wytarcia powtarzał czynność drugą ręką. Pół rolki ręcznika poszło, ale spodnie uratowane :).



Tak jak przy Adrianie, tak i teraz przez pierwsze miesiące sięgać będę po słoiczki - certyfikowane składniki, dobra konsystencja i przede wszystkim oszczędność czasu. Przy tej ilości, jaką maluch zjada na początku po prostu nie opłaca się gotować. Od około 10 miesiąca będę pichcić już sama. Adrianowi długo gotowałam osobne dania, przypuszczam, że i teraz tak będzie. Adi bardzo długo nie chciał jeść sam, nie lubił brudzić rączek, BLW więc przy nim odpadało. Zobaczymy jak będzie z Maksem.

2 komentarze:

  1. macie dwa zęby? szok bo my zero a jesteśmy starsi...
    ale nie przejmujemy się choć z drugiej strony wolałbym aby już było po pierwszym ząbkowaniu...
    synek się ślinił i ślinił i nic z tego nie wyniknęło a teraz to nawet tego zaprzestał...
    poza tym w wieku naszych obecnych maluchów mój starszy syn lubił różne smaki i nie zapomnę jak wszyscy się dziwili na imprezie sylwestrowej, że zajada cytrynę ale szybko się ta bajka skończyła i do tej pory jest okropnym niejadkiem :-(
    młodszy synek - tak jak Twój jest bardzo zainteresowany tym co jemy i sam je ze smakiem zupy, kaszki czy cokolwiek mu oddamy z naszego stołu ale na nic się nie nastawiam ale marze o tym aby drugie dziecko jadło jak należy i aby nie trzeba było codziennie prowadzić jedzeniowych bitew jak ze starszym Mikołajem...

    poza tym zastanawia mnie fakt, po co tak czytasz i czytasz o tym co trzeba i co się powinno a co nie wolno a co jest zalecane?
    ale skąd wiesz, że ktoś tam co to pisze ma rację? bo ma dyplom czegoś tam?
    bo ja mam wrażenie, że w obecnych czasach wszystko jest względne i odnośnie dzieci zdajemy się na rodzicielską intuicję ;-)

    pozdrowienia
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy już nawet 4 zęby, górne jedynki też się przybiły i gryzą mnie :). Maks ząbkuje tak szybko jak Adi, mają to po mnie, ponoć szybko miałam wszystkie zęby.
    Co do jedzenia - narazie jestem zachwycona, 5 dzień Maks zjada połowę słoiczka i to bardzo chętnie, co mnie zaskakuje, bo jak sobie przypomnę to co Adi wyprawiał... Ale tak jak mówisz, to nic nie znaczy, bo różnie może być.
    Dlaczego czytam o odżywianiu dziecka? Z tego samego powodu, z którego czytam w ogóle o rozwoju i wychowywaniu dzieci - bo są osoby mądrzejsze ode mnie. Schemat żywienia rekomendowany jest przez WHO - Światową Organizację Zdrowia na podstawie długoletnich badań i myślę, że mają one sens. Nie zawsze dobre jest to, co mi się wydaje, że jest dobre dla dziecka, wolę to sprawdzić, ale ja już taka jestem - lubię zdobywać wiedzę :).

    Ostatnio nie mogłam pójść do przedszkola na spotkanie z psychologiem z poradni pedagogicznej, a że nie chciałam nic stracić, wysłałam tam męża z dyktafonem. O dziwo sam dużo wyniósł z tego wykładu i wiele rzeczy do niego dotarło, chociaż ja już od dawna o tym trąbiłam (zero dyskusji przy dzieciach, niepodważanie decyzji jednego z rodziców, wspólne posiłki itp.). Jak widać i na niego zadziałała wiedza osoby z dyplomem :).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...