niedziela, 11 czerwca 2017

Związek na odległość - czy to ma sens?

Często słyszę słowa, że związek na odległość nie ma sensu. Znam związki, które przez odległość właśnie się rozpadły. A może już wcześniej coś w nich nie grało? Może powodem wcale nie była odległość? Może to nie była miłość?

Tak się składa, że o związku na odległość mogę opowiedzieć na podstawie własnych doświadczeń. Z mężem poznaliśmy się na wakacjach. Szybko okazało się, że mieszkamy 500km od siebie. Oczywiście na początku nie można było tego nazwać związkiem, ot taka sobie wakacyjna miłość, której kontynuacją były gorące listy i rzadkie jeszcze wtedy rozmowy telefoniczne (przez telefon stacjonarny!). Co jakiś czas on przyjeżdżał do mnie na kilka dni, albo przyjeżdżał po mnie, żeby zabrać mnie w swoje strony. W tamtym czasie byłam zbyt młoda na samodzielne podróże pociągiem przez Polskę.

Związek zaczął się na poważnie, gdy zaczęliśmy poznawać się nawzajem i przechodził przez różne etapy, jak to w miłości bywa. Nie obyło się bez jednego burzliwego rozstania (przez telefon niestety!), na szczęście krótkiego.

Na każdym kroku otoczenie w nas wątpiło.

"Jak to, masz chłopaka / dziewczynę na odległość?! E, on / ona na pewno tam kogoś ma, na pewno się z kimś umawia!". 

Oczywiście, jak na nastolatków przystało, nie siedzieliśmy całymi dniami w domu, spędzaliśmy czas ze swoimi rówieśnikami i zmieniającym się gronem znajomych. Los proponował nam inne możliwości, stawiając na naszej drodze osoby, którym prawdopodobnie dalibyśmy szansę, gdybyśmy nie znali siebie. Poprzeczka została postawiona wysoko i ciężko było jej dorównać. Tak miało być, bo jeśli wybrałabym inaczej w pewnym momencie życia, dziś mogłabym być wdową...

Był to czas rozwoju telefonii komórkowej, byliśmy więc w stałym kontakcie sms-owym i telefonicznym (kto pamięta darmowe weekendy w orange, spędzałam je dosłownie z telefonem przy uchu), w pewnym momencie telefon wyparł niestety listy (nad czym ubolewałam!). Celebrowaliśmy wspólne chwile do granic możliwości, każde spotkanie było świętem. Pomiędzy nimi odpoczywaliśmy od siebie, ale też okropnie tęskniliśmy. 
Wraz z naszym wejściem w dorosłość i rozpoczęciem pracy, spędzanego wspólnie czasu było znacznie więcej, ale przyszedł też etap wyjazdu Tomka za granicę oraz zasadnicza służba wojskowa, którą wbrew pozorom wspominamy z sentymentem, bo trafiając do jednostki na Pomorzu prawie każdy weekend spędzał u mnie.

Na pewno czynnikiem, który miał duży wpływ na naszą sytuację byli nasi rodzice. Obie strony nie sprzeciwiały się naszym najazdom i wyjazdom oraz zwyczajnie nas polubiły. Ulubiony żart mojego taty z tamtych czasów to ten, że dobrze jest, gdy córka ma chłopaka na odległość, przynajmniej nie wystaje pod oknem... ;)

Żyliśmy w związku na odległość przez 5,5 roku. Po tym czasie Tomek przeprowadził się do mojego miasta i zamieszkaliśmy wspólnie - całkiem sami, bo tak się akurat złożyło, że mieliśmy do dyspozycji mieszkanie mojej babci, na całe sześć miesięcy.

Początki we wspólnej codzienności były trudne, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. On myślał, że zawsze będzie miał wszystko podstawione pod nos, ja myślałam, że zawsze będę miała te motylki w brzuchu, oboje zaś myśleliśmy, że będzie tak jak wcześniej. Jednak codzienność to zupełnie inna bajka, inne obowiązki i problemy. Powiedziałam wtedy, że albo się dotrzemy, albo się rozejdziemy.
Cóż, po roku Tomek mi się oświadczył, po kolejnym wzięliśmy ślub.

Przetrwaliśmy i zbudowaliśmy wspólne życie, założyliśmy rodzinę, mamy dwójkę wspaniałych synów.

Czy po drodze nie zdarzały nam się wątpliwości? Oczywiście, że się zdarzały. Wiem jednak, że przetrwaliśmy z jednego prostego powodu. 

Jest nim miłość. 

Więc jeśli jesteś w takim związku lub zastanawiasz się, czy jest sens w takim związku być - zdaj się na los. Jeśli to miłość - przetrwacie. Jeśli nie, każde pójdzie swoją drogą.

15 komentarzy:

  1. Również miałam związek na odległość, tylko ona była trochę większa 1000km. Ja kończyłam szkołę średnią i szłam na studia, on podobnie. Wtedy był okres kiedy rozmawialiśmy przez telefon, były listy i raz na miesiąc lub dwa spotykaliśmy się (on miał rodzinę w moich okolicach). Związek jednak nie przetrwał - każde z nasz poszło w swoją stronę i myślę ze przyczyną nie była odległość tylko niedopasowanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też miałam taką przygodę kolonijną, ale skończyła się szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nigdy w związku na odległość nie byłam - bo nie chciałam. Uważałam zawsze, że potrzebuję, by Ukochany był blisko. I rzeczywiście był - mieszkał 10 min pieszo ode mnie :) Teraz znowu jest jeszcze bliżej - został moim mężem, z którym dzielę życie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłość na odległość. Jestem na tak. Twój przykład na to dowodem.
    Sama miałam chłopaka który mieszkał akurat tylko 300km ode mnie. Ale po jakimś czasie wolał siedzieć w domku, komputer i inne rzeczy niż wpaść. Ja mogłam przyjeżdżać, ale jak to?? Ja jezdzić a jemu się nie chciało. Zakończyłam wszystko szybko. I dobrze. teraz jestem już prawie meżatką :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że w pierwszej fazie miłości związek na odległość ma szansę, jednak kiedy jest się razem, ma dzieci a jedno wyjeżdża do pracy to z doświadczenia moich klientów prawie 80% kończy się rozwodem. Najważniejsze w pore sie zorientowac i znów być razem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie. Wystarczyło, żebym wyjechała na 2 tygodnie na wakacje i nie pisała lub dzwoniła do mojego ówczesnego chłopaka (rozładowany telefon, wczasy pod namiotem i niechęć do stania na deszczu i ładowania telefonu) żeby stwierdził, że nic nas nie łączy i że ze mną zrywa. Także odległość nas wszystkich osądzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna historia. Wydaje mi się że ogromnym sprawdzianem dla każdego związku jest wspólne zamieszkanie i ... codzienność

    OdpowiedzUsuń
  8. Żyłam kiedyś z moim wówczas jeszcze "niemężem" na odległość ponad półtora roku,. Nie było tak źle, bo widywaliśmy się w weekendy, ale i tak dłużej byśmy chyba nie dali rady. Nie wyobrażam sobie też takiego związku, gdy są już dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Z dziećmi to już co innego.

      Usuń
  9. Jednak lepiej jest się widzieć :) Wydaje mi się, że związek na odległość to jedno, ale wspólne mieszkanie to drugie, które nie raz może rozwalić najsilniejszy związek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba nie znam żadnej pary, której udało się utrzymac związek na odległość, ale na pewno są tacy, którym się udaje. ja bym czegos takiego nie chciała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że to bardzo indywidualna sprawa 😃 wiem, że w moim przypadku to by nie działało, ale to nie wyklucza że u innych się sprawdzi

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem, czy tylko ja tak słabo znoszę ten związek na odległość czy dla innych to tak samo trudne? Ilekroć ktoś pisze, że to jest do przejścia i wcale nie jest tak źle, zapomina dopisać ile to razy płakał w nocy w poduchę, ile tęsknił i ile się zamartwiał. Dlaczego nikt o tym nie wspomina? Ja mam zgoła inne spojrzenie na ten temat i po czterech latach mam naprawdę dosyć, choć kocham moją połówkę najmocniej na świecie. Może ktoś mi poradzi jak sobie dać radę z tym potwornym smutkiem? Rzucenie się w wir pracy już nie pomaga. Pozdrawiam, lexmaruda.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że był i płacz i smutek, i nie raz, nie dwa brakowało tej drugiej osoby w ważnych chwilach. Jednak ja z moim mężem mimo odległości widywaliśmy się dość często - tylko raz nie widzieliśmy się przez 3 miesiące, gdy mąż zakuwał do matury, ale potem to nadrobiliśmy spędzonymi wspólnie wakacjami :). Było by ciężej, jeśli te przerwy były by długie, przy naszej częstotliwości spotykania się to było dla nas ok. Po prostu oboje żyliśmy swoim życiem - przecież nawet teraz, żyjąc wspólnie, nie jesteśmy razem 24h / dobę. Ja zawsze widziałam cel - wiedziałam, że kiedyś rozłąka się skończy. Jeśli tego celu nie ma, to na pewno jest trudniej. Pytanie tylko - czy po rozstaniu będzie ci łatwiej?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...