poniedziałek, 17 października 2016

Odsypianie

W sobotę pozwoliłam mężowi wyspać się do 11. Czytaj: wstałam i ogarnęłam dzieci z rana. W niedzielę zrewanżował mi się mąż i też spałam do 11. Co prawda z przerwami na karmienie i odpowiadanie na milion pytań ("A co mu wsypać do manny?"), ale była to największa ilość przespanych godzin na dobę od 4 miesięcy. W ciągu dnia jednak nie zrobiło mi to większej różnicy, okazuje się, że obojętnie, czy śpię łącznie 4 godziny, czy jakieś 8-9 jak w tym przypadku, wydajność mam taką samą. 

Różnicę poczułam wieczorem. Dzieci wylądowały w łóżkach jak zwykle przed 20. Zasiadłam do komputera w celu nadrobienia wielu spraw naraz. Mąż odpadł o 23, a ja o 00:30 zorientowałam się, że jest środek nocy i trzeba by już się położyć. Jednak spać mi się nie chciało w ogóle i leżałam z szeroko otwartymi oczami, całkowicie rozbudzona do jakiejś 2:30, kiedy to przekonałam samą siebie, że nie warto już wstawać, żeby np. poczytać książkę i lepiej, żebym zasnęła, bo dalszą część nocy Maksym na pewno nie prześpi w całości. Zasnęłam przed 3, dzieć obudził się o 3.40 po raz pierwszy i budził jeszcze kilka razy do rana. 

Wnioski mam dwa. 
1. Warto czasem się wyspać, bo mogę wtedy nadrobić sprawy nagromadzone z całego tygodnia. 
2. Nie warto spać aż tyle, bo w normalnym rytmie mój dzień ma średnio 18 godzin aktywności + 2 godziny zamulania podczas karmienia nocnego, a wczoraj miał zaledwie 14 i zmarnowałam jakieś 2 godziny leżąc w ciemności i próbując zasnąć... 

A najbardziej to lubię pojawiające się w różnych poradnikach teksty w stylu "Śpij, kiedy dziecko śpi", "Idź na drzemkę razem z dzieckiem" itp. Taaa, a wszystko inne zrobi się, jak pstryknę palcami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...