środa, 3 sierpnia 2016

O bezwstydnych matkach

Trafiłam dziś na ciekawy artykuł (link tu). W skrócie: kobieta chciała nakarmić swoje dziecko, będąc z rodziną na obiedzie w restauracji. Kelner zaprotestował i wskazał jej miejsce do nakarmienia tuż przy toalecie. Kobieta poczuła się dyskryminowana i wytoczyła restauracji proces.

I zapewne go wygra. 

Osobiście nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Serio? W dzisiejszym roznegliżowanym na każdym kroku świecie komuś przeszkadza tak naturalna rzecz jak karmienie piersią niemowlaka? 

Właściciel restauracji tłumaczy się, iż kelner działał na prośbę oburzonych klientów restauracji. Nawet jeśli tak było, to dlaczego kierował się osobistymi odczuciami zniesmaczonych ludzi, a nie dobrem małego dziecka i potrzebą natychmiastowego zaspokojenia głodnego brzuszka? Jeśli kogoś razi widok matki karmiącej dziecko, to proponuję wizytę u psychoanalityka, bo zapewne coś w jego procesie dojrzewania zostało zaburzone. A propozycja karmienia przy toalecie? Bez komentarza.

Pierwszego syna karmiłam przez 11 miesięcy. Pierwsze pół roku, gdy dziecko jest tylko i wyłącznie na piersi, nie musiałam zbyt często karmić w miejscach publicznych, zaledwie kilka razy. Była zima, wiosna, wszystkie wyjścia planowałam wcześniej, zazwyczaj też karmiłam w aucie. Później zaczęło się rozszerzanie diety, dłuższe przerwy od piersi, mogłam zabrać ze sobą jakieś chrupki czy soczek. 

Drugi syn urodził się w czerwcu, bardzo dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu. A dziecko karmi się na żądanie. Czyli zje, a za 10 minut znowu chce. Jakbym miała wracać do domu ze spaceru na każde karmienie, to chyba w ogóle bym z niego nie wychodziła, często więc zdarza mi się 'karmić publicznie'. I nie czuję się z tym komfortowo - zawsze wcześniej planuję dogodny ubiór, biorę ze sobą jakiś cardigan czy pieluszkę flanelową, siadam w miarę ustronnym miejscu, zasłaniam się wózkiem... Zapewniam, że nie widać mi nawet kawałka piersi. Jako matka powinnam nie mieć poczucia wstydu, wszak chodzi tu moje głodne dziecko, a jednak to poczucie mam i mimo wszystko wstydzę się. Niedawno byłam z Maksem na szczepieniu. Wiadomo, że zanoszące się od płaczu dziecko najłatwiej utulić przy piersi. W poczekalni dzieci zdrowych siedział jednak pan. Wzięłam krzesło, ustawiłam je przy oknie, tyłem do całego pomieszczenia i zaczęłam proces przystawiania krzyczącego dziecka. Spociłam się przy tym strasznie i zgrzałam z nerwów. Pan okazał się na tyle taktowny, że po prostu wstał i wyszedł na korytarz. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna i mogłam w spokoju nakarmić synka.

Nie sądzę, żeby ta pani wystawiła na widok publiczny cały swój biust i zaczęła karmić. 
Ale nawet jeśli nie zachowała należytej dyskrecji, bo - litości, zazwyczaj ostatnie o czym myśli matka płaczącego niemowlaka to jej własna seksualność i uwaga innych ludzi - to kto każe takim wrażliwcom się gapić? Wystarczy odwrócić wzrok, to takie proste. Lub wyjść, skoro coś im każe patrzeć (i ponownie, udać się prosto do specjalisty). 

1 komentarz:

  1. cycki u karmiącej kobiety są tak aseksualne jak to tylko możliwe a cham (kelner, właściciel, goście) pozostanie chamem, bo ekskluzywna restauracja przyciąga takie tałatajstwo :-(

    M.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...