Strony

środa, 30 sierpnia 2017

Fokarium w Dolinie Charlotty

Kilka dni temu wybraliśmy się ponownie do Doliny Charlotty w Strzelinku, tym razem mając w planie Fokarium. 

 

Razem z mężem byliśmy kiedyś w fokarium na Helu i nie zrobiło na nas wrażenia. Foki kryły się pod wodą (w końcu prowadzą raczej skryty tryb życia), czasem wystawiając łepek. Zbyt wiele nie zobaczyliśmy i wychodząc miałam wręcz poczucie źle wydanych pieniędzy.

Przed wyjazdem do Charlotty koleżanka poradziła mi, abyśmy udali się tam na godzinę karmienia (pory karmienia podane są na stronie internetowej). Tak też zrobiliśmy i to był strzał w dziesiątkę.

 

 

Na miejscu byliśmy kwadrans wcześniej - poczułam deja vu z wycieczki na Hel - foki niechętnie się ukazywały, jednak za każdym razem, gdy to robiły, wywoływały w naszych dzieciach ekscytację. Starszak wołał "tam jest, tam jest!", a Młodszy na widok foki robił "hau, hau!", myśląc chyba, że to piesek :). 

Gdy wyszły panie trenerki, zaczęło się show - pokaz karmienia połączony z treningiem medycznym. Jedna z bałtyckich fok szarych była szczegółowo badana i oglądana, a cztery wykonywały różne polecenia, w nagrodę oczywiście otrzymując śledzia. Wszystko wyglądało fantastycznie, byliśmy w szoku, że foki to takie mądre stworzenia - reagują na swoje imię, kojarzą swój znak (target), do którego podpływają, na polecenie robią slalom między nogami trenerki, obracają się wokół własnej osi, wypuszczają powietrze pod wodą i pokazują, że się wstydzą! 

Wszystkie urodziły się w takich ośrodkach i nie znają życia na wolności, zaś sam trening za śledzia jest imitacją takiego życia w morzu - wszak tam też muszą się napracować, żeby upolować rybkę.

Starszak był zachwycony, my zresztą też. Pani trenerka w bardzo ciekawy sposób opowiedziała o fokach i opiece nad nimi, a same zwierzęta zachwycały - te starsze są ogromne!
Po powrocie ulepił fokę z ciastoliny.

Polecam serdecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz