Strony

niedziela, 5 lutego 2017

O tym, jak nie doceniałam mojego męża

Nasz laptop sporo w życiu przeszedł. Sam w sobie działa bardzo dobrze, nie jest zaśmiecony, nie zawiesza się itp. Jednak nie raz został zrzucony ze stolika przez Adriana, tysiąckrotnie był zamykany i otwierany w czasach, gdy Adi uczył się związków przyczynowo - skutkowych. Od dobrego roku zaś nie łączyła wtyczka od ładowania i żeby go naładować, trzeba było kręcić tą wtyczką delikatnie na wszystkie strony, a jak załapała, podłożyć pod nią pilota od telewizora lub cokolwiek innego, co ją unieruchomi. I nie ruszać laptopem przez 2 - 3 godziny ładowania ;). Popytałam w kilku miejscach o koszt naprawy - wszędzie fachowcy wyceniali ją na około 500zł, dodając, że nie wiadomo, czy to się da naprawić.

Zaczęłam już godzić się z koniecznością zakupu nowego laptopa, ale wiadomo, są smartfony, jest tablet, no nie paliło się. 

Aż do wczoraj. Laptop się rozładował i nie dało się już podłączyć go do ładowania, gniazdo ładowania zaczęło latać i wtyczka już nie łączyła... Pomyśleliśmy z mężem, że to koniec. Trzeba w trybie pilnym jechać po nowego laptopa. Ale - jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nie skopiowałam ważnych rzeczy na dysk zewnętrzny! Zdjęcia, moje teksty, praca! 

Tomek powiedział: "Spróbuję go naprawić". Pomyślałam: "To koniec! Wszystko przepadnie". Naznosił śrubokrętów, wiertarkę, klej poxipol... i zaczęło się rozkręcanie, lutowanie, przyklejanie, przekładanie śrubek z innego starego laptopa, służącego za dawcę części. Naprawdę pogodziłam się z tym, że już nie odzyskam zawartości komputera. Owszem, mąż potrafi naprawić to czy tamto, ale za kompa to się nigdy nie brał...

Dwie godziny później poskładał laptopa do kupy. Gniazdo zamontowane, całość złożona, podłącza wtyczkę i... jest ładowanie!. Nawet nie zostały żadne śrubki :). Nie mogłam w to uwierzyć.  Laptop jak nowy.

I tak oto mój mąż został bohaterem w swoim domu. 


4 komentarze:

  1. Masz szczęście z tym mężem swoim :) Mój jakby się wziął za rozkręcanie laptopa, to byłoby i po laptopie... i po mężu! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam tego samego zdania ;). Może Twój też by się wykazał, gdyby wymagała tego sytuacja ;)

      Usuń
  2. no... ci biedni mężowie rzadko są doceniani ;-(
    a zdjęcia dla mnie są najważniejsze i trzymam je na przynajmniej trzech nośnikach...

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale kopiuję średnio raz w miesiącu tylko...

      Usuń